Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shakuya i Sunset. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shakuya i Sunset. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 marca 2017

Od Sunset c.d Shakuy'i: "Pułapka, ale czy na pewno?"

-Nawet bardzo. – Przyznałam.
Nie wiedziałam, czemu odpowiedziałam na to pytanie. W końcu nic nie wniosło, a jedynie przerwało niezręczną ciszę. Im więcej ptaków przylatywało, tym bardziej czułam się osaczona. Czułam, jak owe miejsce emanuje złą aurą. Nigdy czegoś takiego nie doznałam, lecz dłużej się nie zastanawiając, rozejrzałam się w poszukiwaniu wyjścia. Wcześniej nie widziałam tego miejsca, ale wyraźnie czułam zapach watahy. Po zachowaniu Shakuy’i również mogłam stwierdzić, że jest zdezorientowana. Cisza, na którą wcześniej narzekałam, stała się jednym wielkim szumem wypełnionym trzepotaniem skrzydeł oraz krakaniem czarnych stworzeń. Uszy przylegały mi do łba, lecz nie dlatego, że się bałam, ale z tego powodu, iż mój wrażliwy słuch nie mógł wytrzymać tego jazgotu. Mało pomogło, ale nie miałam innego wyjścia. W pewnym momencie usłyszałam, jak przez nieustający hałas przebija się niewyraźny głos towarzyszki:
- Co robimy?
Sama byłam ciekawa. Nie wiedziałam nawet, gdzie byłyśmy. Nie wyszłam tą sytuacją na dobrą dagazę, lecz uparto nie dawałam tej myśli dojść do siebie, szukając rozwiązania. W pewnym momencie wszystkie ptaki zerwały się z pochylonej gałęzi, po czym zaczęły latać nad nami, robiąc okółkowe ruchy. Nie wiedzieć, skąd, ciągle dochodziły nowe stworzenia, które strzepywały swoje czarne niczym smoła pióra na nasze futra.
- Spróbujmy znaleźć wyjście. – Oznajmiłam spokojnym tonem, aby nie poznała mojej nutki bezradności, którą wciąż eliminowałam.
Wadera kiwnęła głową, co oznaczało, że usłyszała. Widocznie miała dobry słuch, ponieważ nawet moje myśli zagłuszał hałas. Wadera ruszyła w lewo, więc ja wybrałam przeciwną stronę, co było trochę nieodpowiedzialne. Z drugiej strony nie mogłam jej traktować jak dziecko, bo mimo dziecinnego pyszczka, miała parę ładnych lat. Lepiąca ziemia sprawiała, iż kroki stawały się cięższe. Z obrzydzeniem chodziłam po mchu w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby pomóc nam wyjść z tej okropnej nory. W pewnym momencie stanęłam przed drzewem, po czym wybiłam się ku górze. Stanęłam na dwóch tylnych łapach, opierając się o wilgotną, starą korę liściastego drzewa. Zrezygnowana znowu stanęłam na czterech łapach. Pochyliłam łeb w dół, zastanawiając się nad tą sytuacją. Nie rozumiałam, co się dzieje. Nie lubiłam tego uczucia. Nagle, gdy podnosiłam łeb, usłyszałam krzyk ptaka, który brzmiał głośniej niż kiedykolwiek. Odwróciłam się w lewo, ponieważ stamtąd dochodził. Ujrzałam, jak rozpędzone zwierzę pędzi na mnie, przecinając energicznie powietrze swoimi piórami. Nie zdążyłam zareagować, gdy na mnie wpadł. Wpadł, to było złe określenie. Przeniknął przez mój łeb mnie niczym duch. Zdziwiona przekręciłam się w przeciwną stronę, aby zobaczyć, co się stało z ptakiem. Jakby nigdy nic leciał sobie, wkrótce później wracając na tor reszty. Serce zaczęło mi intensywniej bić, a same moje oczy dawały po sobie poznać, że jestem przerażona. Zrobiłam krok w tył. W prawej, tylnej łapie poczułam mrowienie. Przekręciłam łeb w tamtą stronę. Zamiast się przewrócić, moja łapa wniknęła w korzeń. Od razu ją stamtąd wyjęłam, po czym schyliłam się w jej kierunku. Takie samo uczucie towarzyszyło po incydencie z ptakiem. Umyślnie włożyłam tam łapę, po czym zaczęłam nią machać w tę i we w tę. Uspokoiłam się. Byłam już prawie pewna, że była to iluzja. Od razu pobiegłam w stronę, gdzie udała się wadera.

Shakuya?

poniedziałek, 20 marca 2017

Od Shakuy'i c.d Sunset: "Pułapka"

Nie spuszczałam z oczu tego dziwactwa. Sama nie wiem dlaczego tak bardzo się zajęłam tym czymś, po co ja za tym biegnę. Bo wadera kazała? Raczej nie. Może coś tam w środku mnie, jakiś mały ludzik, który mną kieruje kazał mi to zrobić? Nie wiem. Może przekonam się, gdy go złapiemy i wszystkiego się dowiemy. Bo to... jest dosyć dziwne. Leciało nad drzewami, nad lasem, przez co gdy wbiegliśmy pomiędzy rośliny, miałyśmy utrudnioną pracę. Był ponad koronami drzew, które go zasłaniały. Na szczęście ciągle leciał w tym samym kierunku, nie zmieniał go, dlatego wystarczyło biec prosto i nie uderzyć w drzewo, co było bardzo łatwe. Ciągle patrzyłyśmy do góry i żadna z nas nie przejmowała się tym, co znajdowało się z przodu. Jakimś cudem omijałyśmy wszystkie drzewa, nie zahaczyłyśmy po drodze o żadną gałąź, kamień czy korzeń. Ale to szczęście nie trwało wiecznie, ponieważ nagle straciłyśmy grunt pod nogami. Jakim cudem? Sama chciałabym to wiedzieć. Biegniemy przed siebie, równym tempem, nie tracimy kruka z oczu, gdy nagle toczymy się w dół po jakimś zboczu. Czuję, jak coś przykleja mi się to futro i wędruje na dół razem ze mną. Uderzyłam łbem o ziemię, ale szybko wstałam, żeby ponownie nie zgubić tego czegoś. Miałam chwilowe zawroty głowy, a ponieważ Sunset wstała ode mnie o wiele szybciej, na początku się zataczała, gdy próbowała go dojrzeć pomiędzy drzewami.
- Widzisz go? - zapytałam, ale ona pokręciła przecząco głową. Czyli co? To koniec? Odleciał na dobre? Czy może po drodze spotkamy jeszcze jakąś gąsienicę, która zamieni się może w zająca? To mój drugi dzień w tej watasze, a już poznaje jej dziwności.
- Zgubiłyśmy go? - zapytała jakby samą siebie waderą, ale żadna z nas nie zaprzestała poszukiwań, dopiero gdy zauważyłyśmy, gdzie się znajdowałyśmy.
- Znasz to miejsce? - zapytałam mając nadzieję, że ten teren należy do watahy i nie wygląda na tak niebezpieczny, jakby się wydawało. Ale jej odpowiedź znowu była przecząca. Czyli jednak to miejsce mogłam osądzić po wyglądzie?
To było coś na wzór wąwozu, który otaczały wysokie drzewa, gęste, a ich gałęzie miały takie rozmiary, że promienie słońca nie mógł się przez nie przebić. To dawało temu miejscu charakter ponury i coś, co nawiązuje do horroru. Korzenie wystawały ze wszystkich stron piaskowych ścian. To tak, jakbyśmy utknęły w jakiejś wielkiej dziurze. Nie było tu niczego, prócz mchu i paru porostów. Zero trawy, kwiatów, czy nawet zwierząt. Na prawdę. Do moich uszu nie dochodziły żadne ćwierkotania ptaków czy szum wiatru. Tak, jakby to miejsce było oddzielone od reszty świata. Ale czy to by miało jakiś najmniejszy sens? W tej chwili go nie widziałam.
- Ej, zobacz – z obserwacji wyrwał mnie głos wadery. Szybko odwróciłam się w jej stronę. Wskazywała na małą czarną smugę, która znajdowała się na drzewie. Zmrużyłam oczy mając nadzieję, że to coś da, ale się myliłam. Po chwili wokół nas pojawiało się ich więcej, a z czasem gdy ich przybywało, czarne smugi zamieniały się w duże kruki.
- Lubisz ptaki? - zapytałam z ciekawości.


<Sunset?>

sobota, 18 marca 2017

Od Sunset c.d Shakuy'i: "Kółka"

Niepewnie przekręciłam łbem w stronę Shakuy’i. Ta wiedząc, że ją obserwuję, przestała spoglądać na pustą gałąź, a spojrzała się na mnie. Byłyśmy obok siebie, więc dziwnie wyszło, bo nasze pyski dzielił jedynie kawałek. Odsunęłam się pod pretekstem uwierającej pod łapą gałęzi.
- Lód – zaczęłam, strzepując z łapy piach – może się przydać.
- W jaki sposób? – Spytała delikatnym głosem, lecz nadal z tym samym wyrazem pyska.
Mogłam jej od razu odpowiedzieć na to pytanie, lecz dziwny, a zarazem nieznany mi zapach unosił się w powietrzu, przez co obłąkana powstrzymałam się od powiedzenia czegokolwiek. Chwilę spoglądałam na niebo, przekręcając srebrnymi oczami w poszukiwaniu tej dziwnej kreatury. Zrezygnowana, bo jedyne, co mogłam dostrzec to szare chmury, które nie pozwalają dać Słońcu zabłysnąć, postanowiłam przerwać ciszę.
- Może to trochę brutalne – westchnęłam — ale można temu czemuś zamrozić skrzydła. – Nie spodziewałam się, że coś takiego powiem. Przecież nie chciałam mu w rzeczywistości robić krzywdy.
- Żeby mu się złamały? – Zauważyła. – Robakowi?
Tak, miała rację, ale jej tego nie przyznałam. W końcu nie tak mnie wychowano. Gdyby jednak zamrozić skrzydła ptaka… Może i byłoby gorzej dla nas, ale lepiej dla niego.
- Nie. – Zaprzeczyłam łagodnie, robiąc kółka pazurem prawej łapy po ziemi. – Nieważne już… Nie wyszłoby.
- Jak wolisz. – Odwróciła ode mnie wzrok i skierowała go na niebo. Może szukała tego, co wcześniej ja?
Ponownie nastała cisza. Tak mi się przynajmniej wydawało. Piękny śpiew ptaków nic nie dawał, przynajmniej mi. Skupiałam swój wzrok na robionych przeze mnie kołach. Miały poprawne kształty, ale były takie same. Wszystkie w tym samym brązowym kolorze. Różniły się jedynie rozmiarem, a nie o to chodziło. Z tego powodu zaczęłam robić na niektórych paski, a na innych kropki. Tym razem podzieliłam je na dwie grupy. Na niektórych zrobiłam gwiazdki, przez co teraz były aż cztery podziały. Nieważne, jak ozdobisz każde kółko, zawsze będzie chociaż jedno takie same, niekoniecznie widoczne dla naszych oczu.
- Patrz! – krzyknęła nieco entuzjastycznie wadera, wskazując łapą na czarną plamkę. Czarną plamkę? To był ten szkodnik.
Odbijając się w stronę Shaku, żeby zobaczyć coś ważniego, zasypałam kółka brudem, jakim była lepiąca się ziemia. Nawet nie zwróciłam na to uwagi, to raczej naturalne u nas.
- Faktycznie. – skupiłam swój wzrok na latającym w oddali stworzeniu. – Biegnijmy za nim, bo znowu zniknie nam z oczu.
Wadera kiwnęła głową. Wymieniłyśmy na moment wzrokiem, po czym pognałyśmy w stronę specyficznego intruza. Zapomniałam o zrobionych przeze mnie kółeczkach. Nie były ważne, więc o nich zapomniałam, to normalne u nas. Prawda?


Shakuya?

wtorek, 14 marca 2017

Od Shakuy'i c.d. Sunset: "Pszczoła, a pająk"

Te myśli wywo­łały na mnie nie­przy­jemne dresz­cze, przez co od razu poża­ło­wa­łam tego wszyst­kiego. Prze­cież to tylko robak, nic wię­cej. Na doda­tek kruk! Ta… samą sie­bie dobi­jam.
– No ta, ale to nie wydaje się być czymś… natu­ral­nym – naj­wi­docz­niej i ona miała pro­blem z dobra­niem odpo­wied­nich słów. Spoj­rza­łam w kie­runku robaka, jed­nak na jego miej­scu poja­wił się czarny kruk. Patrzył na nas swo­imi ciem­nymi oczami, zamach­nął skrzy­dłami i zakra­kał, jakby chciał nam coś powie­dzieć.
– Jestem posłań­cem, nie znam się na takich rze­czach – pomimo moich obrzy­dli­wych myśli i nie­przy­jem­nych cia­rek, pomimo tego, co teraz widzia­łam, mój pysk dalej nie zmie­niał się. Cza­sem obser­wu­jąc swoje odbi­cie w tafli wody zasta­na­wiam się, czy ja w ogóle potra­fię się cho­ciażby uśmiech­nąć, albo skrzy­wić. Po dro­dze spo­tka­łam dwa stwo­rze­nia, które widząc mój spo­kój, który mylili z obo­jęt­no­ścią twier­dzili, że jestem bez serca. Cie­kawe dozna­nie, gdy nagle obca Ci osoba, która znasz rap­tem parę minut mówi Ci, że jesteś z kamie­nia. – A moje moce pole­gają na zimie. To się raczej nie przyda – doda­łam.
– Moje pole­gają na ener­gii, więc też wąt­pię – powie­dzia­łam, a kruk zle­ciał z gałęzi, wylą­do­wał od nas parę metrów na ziemi i zamie­nił się z powro­tem w robaka. Wizja tego, co może po Tobie łazić znowu powró­ciła, a ja mia­łam ochotę to coś roz­dep­tać. Ale zamiast tego sie­dzia­łam w miej­scu i jedy­nie się temu przy­glą­da­łam. – Widzia­łaś coś podob­nego? – zapy­tała, a ja chwi­lowo mil­cza­łam zasta­na­wia­jąc się nad odpo­wie­dzią. Dużo podro­ża­łam, długo. Wiele mnie spo­tkało, wiele przy­gód, wiele dzi­wactw, wiele nie­bez­pie­czeństw. Ale czy można moją jaką­kol­wiek podroż porów­nać do tego zja­wi­ska?
– Tak – odpowie­dzia­łam, a Sun­set spoj­rzała na mnie, kiedy ja dalej obser­wo­wa­łam czarną kropkę na tra­wie. – Kie­dyś spo­tka­łam w tunelu coś, co brzę­czało jak psz­czoła, a wyszedł mi na spo­tka­nie ogromny pająk. Potem poja­wiła się reszt zgrai i wszyst­kie zmie­niały swoją formę – psz­czoła, albo pająk. Ale szcze­rze – dopiero tu spoj­rza­łam na nią. – Nie mam poję­cia co to było i nie potra­fię tego okre­ślić, ani porów­nać do tego. Tamto coś było agre­sywne i pew­nie bro­niło swo­jego tery­to­rium. Psz­czołą mogła robić jedze­nie, a pająki budo­wać schron. Ale nie widzę sensu pomię­dzy kru­kiem, a roba­kiem – powie­dzia­łam god­nie z prawdą, dzi­wiąc się samej sobie, że tak dużo powie­dzia­łam. Wró­ci­łam wzro­kiem do tego dziw­nego stwo­rze­nia wraz z towa­rzyszką, jed­nak robak znik­nął, a na jego miej­scu nawet nie było kruka.

<Sunset?>

poniedziałek, 13 marca 2017

Od Sunset c.d Shakuy'i: "Niewinny robaczek?"

Delikatny powiem wiatru, sprawiał, że czarny robak chwiał się, trzepocząc swoimi skrzydełkami. Nagle większa fala wiatru trafiła w jego lewy bok, przez co ten wręcz stracił równowagę, przekręcając się. W tej samej chwili ku moim oczom ukazał się kruk, lecz gdy wrócił na swój prawidłowy tor, wrócił do pierwotnej postaci. Zdziwiona spytałam się towarzyszki, czy też to widziała, ponieważ sądziłam, że to mogła być tylko moja wyobraźnia. Raczej nie wiedziała, o co mi chodzi, ponieważ jedynie niepewnie spytała, co miałam na myśli. Wtedy spojrzałam się na pierwszą lepszą rzecz, którą w tym momencie była trawa, lekko marszcząc brwi. Czy coś mi się ubzdurało? W tamtej chwili nie wiedziałam. Rozluźniłam się, przekręcając łbem na waderę, aby przyjrzeć się, co robi. Leżąc dokładnie przyglądała się źdźbłom trawy, szturchając nimi powolnym ruchem w tę i we w tę. Mimo że moim zdaniem nie było to ważne, nie chciałam jej podświadomie przeszkadzać, więc spojrzałam ku górze na bezchmurne niebo. Słońce mocno ogrzewało tereny, co mogło nawet zaszkodzić. Niektóre polany miały aż nadto promieni słonecznych, uschły. Jak to ze Słońcem- nie można na nie długo patrzeć, bo oczy bolą. Pomimo chwilowego kontaktu z kulą wodoru i helu, zmrużyłam oczy, odruchowo przekręcając łebkiem, jak najdalej. Otwierając je, mogłam jedynie zobaczyć białe smugi, które z czasem zaczęły znikać, a przed moimi oczyma ujawniać się las. Przetarłam je prawą łapą, po czym parę razy mrugnęłam- tak na wszelki wypadek. Odwróciłam się ponownie w stronę Shaku. Nie wiem dlaczego, ale akurat teraz nic mi nie przeszkadzało w przerwaniu jej czynności:
- Nic, musiało mi się wydawać. – odpowiedziałam z opóźnieniem na poprzednie pytanie. – Idziemy? Raczej nic Ci już dziś nie pokażę.
- Jasne. – podparła się przednimi łapami, po czym wstała i wyprostowała się, spoglądając w moją stronę. – Gdzie mamy iść? – w sumie nie wiedziałam, gdzie. Powiedziałam tak, bo polana wydawała się niezadbana, więc jeśli jakiś odpoczynek, to przy krystalicznych jeziorze.
- Nie wiem… Dwa lasy stąd jest śliczne jeziorko? Może tam by odpocząć po tej długiej wędrówce?- zaproponowałam pierwsze lepsze, co wpadło mi do głowy.
- Racja. To raczej lepsze niż grzanie się na pustej polanie. – powiedziała, po czym wolnym ze zmęczenia krokiem poszłyśmy w stronę lasu.
Drzewa wprawdzie liści nie miały, ale dolne, jak i bujne piętro ich morza rozkwitało. Idąc pozbawioną zieleni ścieżką, wymieniałyśmy się zdaniami. Jednymi ciekawszymi, drugimi nie, ale ciszy nie było, co mnie ucieszyło, ponieważ nie lubię, gdy drugi wilk jest spięty. W pewnym momencie gwałtownie cofnęłam tylną prawą łapę, ponieważ czarny niczym smoła ptak, przeleciał niedaleko nas, wydając chrypiały, przerażający, jak i głośny dźwięk. Skierował się do pobliskiej gołej gałęzi, której złapał się swoimi niewielkimi szponami. Parę razy zatrzepotał piórami, po czym łagodnie przyłożył do siebie. Niby nic wielkiego, lecz w pewnym momencie przez ułamek sekundy zmienił swą formę. Czarny robak jakby znikąd siedział sobie na gałęzi. Chwilę, bo zaraz potem zastąpił go kruk- ten sam, którego wcześniej miałam okazję dostrzec.
- Widziałaś to? – spytałam, wiedząc, że to jednak nie są zwidy.
- Tak. – odparła ze spokojem.
- Co robimy? – ponownie zadałam pytanie.
Moment ciszy przerwał jej delikatny głos:


Shakuya?

sobota, 11 marca 2017

Od Shakuy'i c.d. Sunset: "Całkiem ładnie"

- Może opowiedz mi o tej dolinie - zadecydowałam. Sunset skinęła głową. Ruszyłyśmy spokojnym tempem wzdłuż całej doliny.
W najdłuższym zakolu Matki, gdzie ta zakręca w kierunku wschodnim i kieruje się do ujścia, znajduje się ta o to dolina -  rozległe skupisko dużych i większych kamiennych słupów, skał, jednych blisko siebie, innych - oddalonych nawet o kilometr czy dwa. Obszar Doliny Opadających Smoków mieści się w centrum tej watahy. Skalne pagórki są usiane licznymi wejściami do grot różnego rozmiaru, korytarzy, jam, szczelin. W największej spośród skał i najbardziej wysuniętej na zachód, nazywanej przez to Zachodnią Sadybą, odbywa się handel, to tam grupa sprzedawców zbiera większość towarów. Pozostałe jaskinie są puste, chyba, że któraś zostanie wybrana jako dom nowego lokatora. Kamienne kształty mogą przywodzić na myśl właśnie smoki. Legenda głosi, że niegdyś były to leże tych majestatycznych stworzeń.
Przyznam, że ta dolina była nie tylko ładna, ale i bardzo ciekawa. Potem dowiedziałam się wiele informacji na temat innych terenów.
Góry Ryfejskie - pasmo górskie ciągnące się na Południu i głównie Południowym Wschodzie. Wysokość wzniesień było mocno zróżnicowana - od pagórków do stromych i niebezpiecznych stoków. Najwyższe, sąsiadujące ze sobą góry - Moroza, Renik i Pom - ponoć przez cały rok miały wierzchołki pokryte śniegiem. Z każdej z nich biło źródło strumieni, które łącząc się, dawały początek największej rzece, która była nazwała Rzeką Matką.
Od Południowego-Wschodu, kieruje się, meandrując, na Północny-Zachód, by następnie skręcić ponownie na Wschód i Północ, do ujścia w Szarym Morzu. Na wiosnę Matka wzbierała i zalewała ziemie w odległości nawet stu skoków od brzegu. Miała liczne, mniejsze lub większe dopływy. Rzeka zamarzała całkowicie tylko w największe mrozy. Im bliżej gór, tym bardziej wartka, na odcinku od zachodu do ujścia stopniowo się rozszerzała i stawała się płytsza, wolniejsza.
Przystań - Zatoka Morza Południowego (Płd. Wsch.). Piaszczysty brzeg i dobre warunki dla cumujących statków sprawiały, że jest to najbardziej znany punkt łączności z resztą świata. Gdzieś na morzu znajdowały się różne wyspy, wysepki i lądy. Z Obcych Ziem docierał tu statek towarowy, który dostarczał różne towary. Poza nim rzadko kiedy pojawiału się inne łodzie. Okręt należący do watahy jest bardzo rzadko wykorzystywany, głównie przy poselstwach.
Szare Morze to morze znajdujące się na północy. Chociaż wody w pobliżu lądu są ciepłe, nie wypływa się w dalsze, coraz zimniejsze obszary. Zapewne były tam zamieszkałe ziemie, ale nigdy nie szukali z nimi kontaktu.
W świątyni już byłam, więc nie ma co o nie opowiadać.
- I jak ci się podobają nasze tereny? - zapytała wadera, gdy usiadłyśmy na polanie. Położyłam łeb na łapach i obserwowałam czarnego robaka na trawie.
- Droga była długo, a wataha sama w sobie jest ogromna. Ale opłacało się, bo tereny są bardzo ładne, a ty bardzo ładnie wszystko opowiadałaś - powiedziałam dalej uważnie obserwując czarne stworzonko, które po chwili rozwinęło skrzydełka i odleciało w stronę nieba. - Podoba mi się tu - dodałam na koniec prostując się.

<Sunset?>

czwartek, 9 marca 2017

Od Sunset c.d Shakuy'i

Jasne światło raziło mnie w zasłonięte powiekami oczy, co zmusiło mój organizm do pobudki. Zmrużyłam oczy, ponieważ Słońce było na wprost ode mnie. Odruchowo więc łapę przyłożyłam do czoła, aby promienie nie padały centralnie na mnie. Rozmazany obraz powoli zaczął wracać do normy, a oczy przyzwyczajać się do jasności. Podpierając się dwiema przednimi łapami, wstałam, po czym rozciągnęłam się, żeby nie czuć później zmęczenia. Mrugnęłam parę razy na wszelki wypadek, a sekundę potem zobaczywszy wygrzewającą się na Słońcu Shakuyę, wyszłam z niewielkiej jaskini.
Cała okolica zaczęła budzić się powoli do życia. Wczoraj nawet nie spodziewałam się, że dziś pierwsze kwiaty mogą zakwitnąć, a nasza najbliższa gwiazda tak skutecznie topić śnieg. Pierwsze ptaki zaczęły już podśpiewywać, więc muzyka była przyjemna. Mgła ustała, a zamiast niej zaistniała poranna rosa. Podchodząc do wilczycy, czułam, jak wilgotna ziemia lepi się do moich łap.
- Jakieś plany na dziś? – spytałam, stojąc obok niej.
Ta siedząc z zamkniętymi oczami, unosiła łeb ku górze. Przerwała to, by mi odpowiedzieć. Jej pyszczek skierował się w moją stronę, a wzrok, mimo że oczy były lekko zmrużone, miała łagodny, czego nie można było powiedzieć o wyrazie pyska.
- Nie. – zaczęła delikatnym tonem. – Pewnie pochodzę po watasze i zapoznam się z terenem.
- Wiesz… Znasz kogoś, kto bardzo dobrze zna te tereny.
- Dallanę? – odpowiedziała, dobrze wiedząc, jaka była odpowiedź, której się spodziewałam.
- Nie do końca.
- Hm… - mruknęła, jakby się zastanawiała. – Przecież Shadow, Swen i Sorka są nowi z tego, co wiem, nie znają dobrze watahy.
- Oj, oprowadzić Cię czy nie?
- Chętnie.
- Tylko co Ci takiego słynniejszego pokazać… - cofnęłam się kawałek. - W sumie została tylko przystań, która znajduje się nad Morzem Południowym i w podobnym kierunku piękne Góry Ryferyjskie.
- Całą watahę stąd?
- Tak, całą długość. Pozostaje jeszcze opcja opowiedzeniu Ci i oprowadzeniu po Dolinie Opadających Smoków. Dziś pogoda sprzyja. – wskazałam łbem na najbliższą skałę. – No to jak? Co wybierasz?


Shakuya?

poniedziałek, 6 marca 2017

Od Shakuy'i c.d. Sunset: "Koniec dnia"

Dolina Opadających Smoków - ciekawa i ładna nazwa. Krajobraz głównie był oparty na skałach, górach. Niektóre do złudzenia przypominały ogromne smoki, tak więc nie pytałam skąd się wzięła ta nazwa. Przez długi czas po prostu ją słuchałam i obserwowałam ten piękny krajobraz, który na pewno zapadnie mi w pamięci na zawsze. Tylko raz spotkałam coś takiego, ale to obecne jest piękniejsze, być może dzięki tym figurom smoków.
- Jutro ją zwiedzę - powiedziałam. - Na razie wolałabym znaleźć coś do spania - oznajmiłam, a wadera przytaknęła.
- Rozumiem. Sama jestem zmęczona - odparła Sunset.
Ruszyliśmy przed siebie, zeszliśmy po małym, ale ostrym zboczu. Wadera powiedziała mi, że w tym miejscu znajduje się wiele jaskiń, tak więc miałam z czego wybierać. Aby jednak wszystko poszło sprawniej i aby darować sobie odwiedzanie wszystkich grot, w poszukiwaniu tej najlepszej, podałam waderze pewne cechy, które chciałabym (czyt. powinna) mieć moja jaskinia. Miała być ona nie tylko cicha, ale i tak odsunięta od innych, aby wilki mi do niej przypadkiem nie właziły mówiąc "nikogo nie zastałem". Sunset poradziła, że takowe najlepsze będą znajdować się blisko morza. Podczas drogi w ową stronę opowiadała mi o pięknym widoku, kiedy to słońce zaczyna zachodzi, niebo przybiera żółte, pomarańczowe, czerwone i różowe barwy, a zachód rozmywa się w morzu tworząc przepiękny widok. gdy dojdą do tego jeszcze lecące ptaki, czyli głównie mewy, albo na horyzoncie pojawi się jakiś statek, lub latająca ryba, można się ponoć w tym wszystkim zakochać. Wadera to tak barwnie opisywała, że uwierzyłam jej na słowo.
Weszliśmy do jaskini, która wskazała mi wadera. Było to niewielkie lokum, w sam raz dla mnie, wręcz idealnie. Nie za małe, nie za duże. Żadnych zbędnych dodatków, jak stalaktyty czy inne kamienie tego typu, brak nietoperzy oraz zwykłość, która tu dominowała, zachęciła mnie do wybrania właśnie tej jaskini. Ziemia była równa, żadnych półek skalnych, co także mi się spodobało. Taka zwykła, prosta grota, która była od teraz moim domem.
- Podoba ci się? - jedynie przytaknęłam, mówiąc jej, że taka zwyczajność jest dla mnie najlepsza. Wyszłyśmy jeszcze na chwilę na zewnątrz, ponieważ Sunset chciała mi pokazać owy krajobraz, który nie dawno opisywała. Niestety los tak zarządził, że mimo iż jaskinia nie była duża, nie było zbyt wiele do oglądania, to jednak tak długo w niej siedziałam, że ominęło nas to zjawisko.
- Jutro mi je pokażesz, jeśli nie sprawi ci to problemu - powiedziałam te słowa z takim samym spokojem, jak reszta moich wcześniej zdań od początku życia. Wadera skinęła głową, po czym ziewnęła. - Ale wiesz? Taki widok tez mi się podoba - spojrzałam na czarne niebo, które było zasiane milionami malutkich gwiazdeczek, które wszystko oświetlały swym blaskiem. Wzrok całkowicie przyzwyczaił mi się do ciemności, dlatego bez problemu widziałam góry oraz te piękne skalne figury smoków. Wadera przyznała mi rację uśmiechając się lekko.
- To także jest piękne - powiedziała, a ja przytaknęłam. Jeszcze chwilę siedzieliśmy na zewnątrz, aż postanowiłam wejść do środka.
- Gdzie znajduje się twoja jaskinia? - zapytałam. Sunset odwróciła się w moją stronę, ale dalej pozostawała na zewnątrz. Widziałam jak lekki wiatr tracił jej futro na grzbiecie.
- Przy Morzu Południowym - odparła, chociaż i tak to było dla mnie niezrozumiałe, ponieważ nie miałam bladego pojęcia, gdzie owe morze się znajdowało. Podzieliłam się tą informacją, po czym zaproponowałam jej, aby przespała się u mnie.
- Oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko. A jeśli to morze jest daleko jak twoje lokum, nie widzę sensu wędrowania po nocy - znalazłam odpowiednie miejsce. Okręciłam się parę razy wokół własnej osi, po czym klapnęłam sobie na twardej skale. Jutro znajdę coś, czym bym mogła przykryć zimne skały. Zimne skały... śmieszne. Ja nie czuje zimna.
- Chyba zostanę - powiedziałam i weszła do środka. Nie zamykałam jeszcze oczu, patrzyłam jak się wygodnie kładzie w jakimś przypadkowym miejscu. - Mam nadzieję, że ci się tu spodoba - powiedziała i zamknęła oczy. Też to zrobiłam.
- Też mam taką nadzieję - po tych słowach życzyłyśmy sobie krótkie dobranoc i obie zapadłyśmy w sen.

Sunset?

niedziela, 5 marca 2017

Od Sunset c.d Shakuy'i

Wychodząc zza wodnej kotary, zobaczyłam nową wilczycę, która lekko zdezorientowana patrzyła na krainę. Migoczące słońce, które sprawiało, iż od śniegu bił błysk, powoli opadało, co oznaczało, że niedługo nastanie moja ulubiona pora dnia, a potem wieczór. Wiedziałam, że wadera nie ma jaskini, a wcześniej zaoferowałam pomoc w jej poszukiwaniu. Lekkim krokiem podeszłam do niej, a następnie stanęłam obok.
- No to jak? Pomóc Ci poszukać lokum? – spytałam. – Raczej nikt nie chciałby pod drzewem spędzić mroźną noc. – przekręciła łbem w moją stronę.
- Jasne. Byłoby miło. – mimo że jej wyraz twarzy się nie zmieniał, głos był przyjemny, co sprawiało miłe uczucie.
- Masz może jakieś miejsca, które lubisz?
- W sumie nie, ale lubię ciszę.
Chwilę się zastanawiałam, po czym zaproponowałam:
- Wiele nowych wilków decyduje się na Dolinę Opadających Smoków, gdzie jest wiele pustych jaskiń, a samo w sobie jest piękne… Ale skoro nie lubisz hałasu, proponuję właśnie tamtejsze tereny, lecz bliżej Morza Szarego, przy którym nie ma aż takiego tłoku, ponieważ więcej wilków decyduje się na Morze Południowe.
- Fajnie się zapowiada. – odparła – Którędy?
- Na północ, ale ostrzegam… Krótka droga to nie będzie.
- Ile może zająć?
- Stąd? Oby parę godzin.
- Damy radę.
- W to nie wątpię. – posłałam lekki uśmiech, po czym zaczęłam kierować nas w stronę Morza Szarego.
Wędrówka ciągnęła się długo, bardzo długo. Każdy krok stawał się cięższy od poprzedniego, co sprawiało nieprzyjemne uczucie. Mimo to się nie zniechęcałam. Wymieniając się z Shakuyą zdaniami, poznałam ją trochę lepiej, mimo że ta nie mówiła dużo o sobie. Chłodny wiatr powiewał moją sierścią, a śnieg, spadający z nieba sprawiał z jego połączeniem, że na większe odległości nie było nic widać.

Wkrótce zaczął zapadać zmrok, więc moje oczy zmieniły swoją barwę na naturalną. Powoli stawało mi się być zimno, co nie jest zaskoczeniem, jak na tyle czasu przebywania na dworze. Wilczyca, jak i ja stałyśmy się mniej rozmowne, zapewne ze zmęczenia. Wiedziałam, że dobrze idziemy, lecz czułam się nieco obłąkana. Moje wątpliwości zostały rozwiane, gdy wyszłyśmy z pozbawionego liści lasu i ujrzałyśmy wysokie, strome skały, których było widać jedynie wierzchołki przez otaczającą nas gęstą mgłę.
- Jesteśmy blisko. – przerwałam ciszę. – Oto Dolina Opadających Smoków. Może teraz ładnie nie wygląda ze względu na okoliczności, ale uwierz mi, jest cudna. Wystarczy jeszcze dojść do morza bądź północnej części doliny.


Shakuya?
<Wiem, że nudno, ale nie miałam innego pomysłu. ;c>

Od Shakuy'i c.d Sunset: "Ceremonia"

Sunset była ode mnie nieco większa, jak każdy inny wilk. Podobało mi się jej żółte futro i gdyby nie fakt, że łatwo rzucało się w oczy, sama bym chciała takie mieć. Ciekawiły mnie czarne półkola przy jej uchu, ale nie zadałam żadnego pytania.
Ceremonia Dołączenia była dla mnie... dość dziwna. Nigdy nie słyszałem o takich przykładach, jak dostania talizmanu, który ma cię reprezentować, czy coś takiego. Może dlatego, że nie interesują mnie tradycję i nie świętuje żadnych dni? Dla mnie to jest bezcelowe, każdy dzień nie różni się od innych, a że ktoś sobie wymyślił święto, to już nie moja sprawa. Jak ja nawet swoich własnych urodzin nie świętuje, być może dlatego, że nie jestem pewna kiedy się one odbywają. Wmawiam wszystkim, że to
dwudziesty dziewiąty luty, aby nie dociekali, oraz żeby nie świętowali. Same problemy tylko, trzeba wszystko organizować, umawiać się, co jest niepotrzebne.
A co do innych... słów, były one dla mnie pokręcone. Ansuz, Dagaz, Laguz, Raido... nie, dla mnie to wszystko jest bardzo dziwne. Zawsze była Alfa, Beta, Gamma i Omega. Ale w sumie to też nawet przyjemna odmiana, odsunięcie się od rutyny. Ale czy to ważne? Najpierw musiałam przejść tą dziwną ceremonię, a potem wysłuchiwać wszelkich wytłumaczeń. Zobaczymy, czy długo to posiedzę, może kiedyś wyruszę w świat. Ale to nie jest pewne, może mi się tu spodoba?
Naszą rozmowę przerwał jakiś huk. Chwilowo żadna z nas nie wiedziała o co chodzi, aż dostrzegłyśmy zarys niedźwiedzia między drzewami.
- A takie zwierzęta są agresywne na tych terenach? - zapytałam nieco się kuląc, będąc gotowa do ucieczki. Nie przepadam za walką, jestem raczej typem tchórza. Zero siły, jedynie szybkość, to mną głównie prowadzi. Ale co z waderą? Wolałam się dowiedzieć, czy jest jakiś sens bycia przygotowanym. Tutaj wszystko jest inne, nie wiadomo więc, czy zwierzęta także.
- Zależy - odpowiedziała.
Stałyśmy w miejscu i patrzyłyśmy na osobnika, który nie ruszał się. Opierał się o drzewo i po minucie stanął normalnie na czterech łapach i nieco się przybliżył. Miałam ochotę zawrócić i uciec, ale to nie było potrzebne. Zwierzę węszyło chwilę, patrzyło na nas obojętnym wzrokiem, a następnie skierował się w inną stronę.
- Zazwyczaj nie atakują bez powodu - tak, to też było... inne. W mojej starej watasze gdy się spotykało niedźwiedzia, nie ważne czy go atakowaliśmy, czy nic nie robiliśmy i tak kończyło się to walką. Każde takowe zwierzę nas atakowało, a my się broniliśmy. A przy okazji zdobywaliśmy pożywienie.
- Dobrze wiedzieć - stwierdziłam, po czym rozluźniłam mięśnie. Otrzepałam się nie wiadomo z czego, po czym ruszyłyśmy dalej.
- Jaki jest twój żywioł, jeśli mogę wiedzieć? - zapytała. Spojrzałam w jej stronę. Nigdy nie lubiłam mówić o sobie, ale była miłą waderą, więc nie stosowne by było z mojej strony nie odpowiedzenie, a tym bardziej skłamanie.
- Władam między innymi śniegiem - odpowiedziałam. Skinęła głową
- Czyli potrafisz go stworzyć? - przytaknęłam. - Nawet w tej chwili? - pokręciłam przecząco głową.
- Chyba, ze iluzję - i na tym się skończyła rozmowa na temat mojego żywiołu.
Sunset zaprowadziła mnie po jakimś czasie do świątyni, która znajdowała się w ogromnej grocie, pod jakimś wodospadem. Wadera nazwała do Matką Rzek, czy jakoś tak. Na początku widziałam jedynie strumień wody, nic więcej. Dopiero gdy zeszliśmy po jakichś schodach, zauważyłam, że za zwierciadłem wody znajdowała się owa jaskinia. W środku czekała na nas wadera, która była alfą watahy, czyli Ansuz'em. Przedstawiła się jako Dallana. Była szczupła, miała dość krótki ogon, ale puszysty i owinięty
jakimś rzemykiem, do którego przywiązane były dwa czarno białe pióra. Na lewej łapie miała podobny wisiorek. Miała ciemno brązowe oczy i wyglądała na miłą - bynajmniej dlatego, ze na jej pysku widniał delikatny uśmiech. Całe jej ciało pokrywało średniej długości brązowe futro, w różnych odcieniach.
Najpierw była rozmowa, wytłumaczyłam skąd pochodzę, a po krótkich formalnościach Dallana podarowała mi jakiś wisior. Z opowieści Sunset wynikało, że był to mój Talizman Reprezentacji. Pierwszy raz słyszałam o czymś takim, a gdy dotknęłam tego czegoś, na chwilę ja i talizman zaświeciliśmy białym blaskiem. Miał taki sam kształt, wzór i kolor, jak mój znak na torsie. Był bardzo ładny, podobał mi się, ale nie znałam jeszcze jego mocy. Nie miałam czasu na dłuższe myślenie, ponieważ po tym zaczęła
się rozmowa z innymi wilkami. Poznałam jeszcze trzech członków tej watahy. Swen, który był szpiegiem, wojowniczkę Shadow oraz obrończyni Sorkę, której to imię dla mnie nieco dziwnie brzmiało, ale nic nie podziałałam w tej kwestii.



<Sunset? Co dalej?>

piątek, 3 marca 2017

Od Sunset c.d Shakuy'i

- Jestem Sunset. Przykro mi z tego powodu, lecz dobrze się składa.- westchnęłam. – Odkąd choroba wybiła wielu z nas, brak nam wilków.
- Choroba? – spytała.
- Tak, ale nie martw się. Nie panuje już na naszych terenach. – uśmiechnęłam się, żeby nie zaniepokoić wilczycy. – Rozumiem, że chcesz dołączyć do watahy?
- Owszem.
- W takim wypadku musisz jak najszybciej stawić się przed ceremonią. Potem mogę Ci pomóc rozejrzeć się nad lokum, jeśli zechcesz.
- Jakiej ceremonii?
- Wiesz… - zaczęłam. – Według naszej tradycji nowy członek watahy ma stanąć do Ceremonii Dołączenia, podczas której staje się pełnoprawnym Wilkiem Berkanan. Nic strasznego, każdy szczeniak na to czeka.
- Nigdy się z czymś takim nie spotkała, ale chodźmy. Nie chcę zwlekać.
- Oczywiście, ale najpierw trzeba udać się do Marca i Clarka, bliźniaków. Są nowymi posłańcami, więc szybko rozniosą wieść po laguzach oraz alfie. – zaczęłam kierować nas w stronę lasu, za którym niedaleko Matki jest ich jaskinia.
- Laguzach? Nie rozumiem…
- Oj, tutaj jest wiele specyficznych rzeczy, lecz można się przyzwyczaić. Powinno się o tym mówić po ceremonii, ale skoro tak Cię ciekawość zżera, to opowiem część teraz. – zaczęłam przedstawiać waderze podstawowe informacje o watasze. Była sympatyczna i przyjemnie mi się z nią rozmawiało. Zwłaszcza, że im dłużej rozmowa trwała, tym stawało się luźniej.
W pewnym momencie usłyszałam huk, odruchowo nastawiłam uszy.
- Słyszałaś to? – spytałam.
- Tak… I to za bardzo. – rozejrzałam się dookoła, chwilę potem zrobiła do również wilczyca. Oprócz sosen nie było nic innego.
Moje źrenice się powiększyły po tym, jak nagle zza drzewa wyłonił się niedźwiedź brunatny.


Shakuya?

niedziela, 26 lutego 2017

Od Shakuy'i

Sama nie wiem, gdzie się znajdowałam. Obok mnie spadał wielki wodospad, ale nie zwróciłam na niego uwagi. Nie odczuwałam pragnienia, także się nie zatrzymałam. Po prostu szłam przed siebie, aby dojść na tereny watahy, jaką wyczułam dzień wcześniej. Już długo podróżowałam, chociaż nie liczyłam dni, nocy, czy księżyców. Nie obchodziło mnie to, chciałam być jak najdalej od starej watahy, z którą nie miałam wielu szczęśliwych wspomnień. Nie było mi żal rodziców, którzy pewnie nawet jeszcze nie doszli do tego, że ich córka zniknęła. A jeśli już to zrobili, pewnie odczuwają dużą ulgę. Będę tylko tęsknić za młodszą siostrą, nawet, jeśli nie będzie to odwzajemnione.
Droga trwała długo, szłam za zapachem, niestety nie potrafiłam określić jak daleko jest on położony. Potem zaczęłam odczuwać inne wilki, inne zapachy, przez co mój nos zwariował. Zrezygnowałam z tropienia, twierdząc, że dzisiaj nie mam szczęścia do zmysłu węchu. Często tak było, czasem potrafiłam wszystko wytropić, a niekiedy, jak dzisiaj, miałam z tym problem. Pod moimi łapami słyszałam skrzypienie śniegu, na szczęście nie odczuwałam zimna, jak inne wilki. Zima... jak ja ją uwielbiałam. Tylko ona dawała mi taką radość, jak nic innego. Postanowiłam się zatrzymać, odpocząć. Usiadłam przy przypadkowym drzewie i łapą zaczęłam rysować jakieś szlaczki na białym puchu. Moja głowa była pusta, więc z dziwnych szlaczków nic nie wyszło, oprócz bałaganu. Westchnęłam, nawet tego nie potrafiłam dobrze zrobić. Zamknęłam oczy, mając na celu chwilę odpocząć, jednak sen zwyciężył.
~~~
Biegnę ile sił w łapach, mając nadzieję, że zgubili mnie. Że są daleko w tyle, a ja przeskakuję przez wielki mur, na który nie mam pojęcia jak się wspięłam. Zeskakuję i pierwszy raz nie odczuwam strachu, gdzie wyląduję, ponieważ na dole nic nie ma. Znowu pustka, ciemność, która ogarnęła miasto, spowiła wszystko i wszystkich, oprócz mnie. Lecę przez parę sekund, aż w końcu ląduję na piasku. A raczej w ruchowych piaskach. Aby się wydostać, chwytam się liny, która zwisa z czarnego nieba i ciągnę.
Nic się nie dzieje, aż w końcu lina sama zaczyna się ciągnąć ku górze. Wydostaje się i nie mogę się puścić. Dalej lecę w górę, jakbym chciała dotrzeć do gwiazd. A w rzeczywistości ktoś mnie ciągnie, ale kto? Nie wiem. Nagle lina się zrywa, a ja zaczynam spadać, aż ląduję w wodzie. Nie mogę płynąć, czuję, jak coś mnie ciągnie w dół, a moje powietrze w płucach powoli się kończy. Wypuszczam resztę, gdy próbuję krzyczeć. Ale zamiast tego tylko bąbelki zaczynają ulatywać ku górze, a potwór otwiera
paszczę i zagryza ją na moim ciele.
~~~
W miejsce gdzie potwór mnie ugryzł we śnie, czułam szturchanie. Otworzyłam raptownie oczy i spojrzałam na tajemniczego wilka. Podniosłam się powoli i otrzepałam ze śniegu, który wylądował na mnie podczas małego opadu.
- Kim jesteś? - zapytał. Chwilę milczałam.
- Shakuya - podałam jedynie imię, nigdy nie widziałam sensu w podawaniu swojego nazwiska, którego i tak nie używałam. - Wyczułam tutaj watahę, a właśnie takowej poszukuję - przedstawiłam swój cel wyprawy w te tereny.

Ktoś?