Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sunset i Shadow 1. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sunset i Shadow 1. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 czerwca 2017

Od Shadow c.d. Sunset

Kątem oka zauważyłam wyraz twarzy wadery, wiedziałam że się na mnie zawiodła. Ale to przeszłość, która bardzo bolała... Znów zapatrzyłam się w gwiazdy, milczałyśmy. Musiałyśmy przetrawić moje słowa, wiedziałam że w jej wyobraźni mogło to wyglądać nieco brutalnie, ale niektóre umierały szybko. Znów spojrzałam na Sunset, na jej pysku zawitał ciepły uśmiech, podążyłam za nim wzrokiem. Uśmiechnęłam się słabo
- Shadow – gdy usłyszałam jej głos, znów przestałam się uśmiechać. Z kącika mojego oka zsunęła się łza. – nie będę Cię okłamywać. Postąpiłaś okropnie, odbierając im życie.
Zacisnęłam zęby, nie miałam dłużej siły wstrzymywać łez, więc po prostu pozwoliłam łzą wypływać z moich przekrwionych oczu. Spuściłam głowę, byłam bezsilna.
- Gdzie teraz jesteś?-zapytała mnie łagodnie.
-Tutaj.-popatrzyłam na nią spode łba, słyszałam mój łamiący się głos.
-Właśnie. – Wstała, podeszła kawałek bliżej mnie, chciałam odejść dalej.. - Wiesz, że postąpiłaś źle i się zmieniłaś. Nie pozwól, by złe wspomnienia i poczucie winy prześladowały Cię do końca życia.
- Jak?!-krzyknęłam, dałam upust złości i całej reszcie emocji które kumulowały się we mnie. Na moim pysku malowała się złość i żal, zapewne też smutek. Chciałam zapomnieć o tych wydarzeniach, ale nie mogłam, nie mogłam zostawić tego dla siebie. Zamilkłam, nastąpiła cisza, którą przerywało moje szlochanie. Przypomniały mi się słowa mojego "mentora" 'Jeżeli masz płakać, to płacz. Ale nie pokazuj tego, inni to wykorzystają'. Chciałam się do tego zastosować, ale jego wspomnienie jeszcze bardziej mnie zabolało.
-Dać Ci radę?- głos Sunset był spokojny i opanowany, spojrzała na mnie swymi mądrymi oczami.
-Już i tak nie mam nic do stracenia.-wychrypiałam, nie mogłam stracić nic więcej, i tak straciłam wszystko co mogłam... Spojrzałam na gwiazdy, ciekawe czy one to widzą... Pytanie było tak absurdalne, że roześmiałam się w duchu.
- Na pewno jest pewna rzecz, której się boisz, nie wyobrażasz się jej wykonać. Wykonaj ją. Wykonaj ją dla wilków, które z Twojej łapy wyzionęły ducha. Jeżeli zaakceptujesz swoje lęki i obawy, zaakceptujesz siebie.
Słowa wadery miały sens, ale ja nie mogłam go pojąć. Bałam się wielu rzeczy, bałam się swojego żywiołu, bałam się przyznać do morderstw. Największym strachem jednak, napawała mnie świadomość że mój żywioł jest ode mnie silniejszy.
-Boje się...-zaczęłam ale po chwili urwałam.-nie. Nie teraz, nie tutaj.-powiedziałam, chrypka znów dała się we znaki, pokręciłam głową i popatrzyłam zaczerwienionymi oczami na Sunset.
-Nie teraz.-szepnęłam, bardziej do siebie niż do Sun, wiedziałam że ona może mi pomóc ale teraz chciałam być na nowo sama. Sunset wbiła wzrok w gwiazdy, znów milczałyśmy. Potrzebowałam milczenia, teraz było kojące, dawało czas na przemyślenie tego wszystkiego. Usłyszałam skrzypnięcie, to Sunset musiała wstać, chciałam na nią spojrzeć, ale tego nie zrobiłam. Poczekałam aż odejdzie parę kroków i pozwoliłam sobie na łzy, byłam po prostu... pusta w tym momencie.

Sun? 
Przepraszam, że tyle czekałaś xD

sobota, 27 maja 2017

Od Sunset c.d Shadow

Bolało mnie to, co powiedziała wadera, a nawet nie znałam jej ofiar. Zawiodłam się na niej. Spojrzawszy na nią, gdy oglądała gwiazdy, mina mi zrzedła. W mojej wyobraźni ukazał się obraz Shad, popełniającą zbrodnię na niewinnych szczeniakach. Rozumiałam jednak, że weszła w złe towarzystwo, ponieważ wielu w ten stan wpadło, lecz zabijanie było czymś niedorzecznym. Uważałam, że skoro czasy bezmyślnych zwierząt minęły, nie jesteśmy już tak bezduszni. Myliłam się. Na świecie jest wiele zgubionych w społeczeństwie dusz, szukających akceptacji za wszelką cenę. Amator pomyślałby, że to egoizm, by inni cierpieli w tak okrutny sposób przez kogoś, lecz to w rzeczywistości prawa natury. Przetrwają silniejsze jednostki bądź po prostu te, którym się poszczęści. Życie tutaj to zwykły przypadek. Słabsze osobniki zginą z łap swoich krewnych, co i tak moim zdaniem nigdy nie powinno mieć miejsca lub za pośrednictwem innego, większego drapieżnika. U nas, na północy na szczęście takie historie są rzadko spotykane, lecz nadal są, co mnie niepokoi. Wiedziałam jednak, że Shadow teraz potrzebuje wsparcia, a trzymając buzujące uczucia w środku, zabijała siebie psychicznie. Nie jej wina, że została strącona w tym kierunku. Było mi wręcz jej w pewnym momencie szkoda, bo z poczuciem winy całe życie będzie się męczyć. Dobrze jednak, że wróciła na właściwą drogę, co z pewnością prostym działaniem nie było. Ona potrzebuje teraz towarzystwa, inaczej się wykończy do reszty. Na moim pysku zawitał ciepły uśmiech, za którym wadera podążyła.
- Shadow – uśmiech zniknął, a z jej kącika oka zsunęła się łza. – nie będę Cię okłamywać. Postąpiłaś okropnie, odbierając im życie.
Wiedziałam, że wadera potrzebowała teraz szczerości, więc jej ją dałam. Po tych słowach z jej błękitnych, lecz podczerwonych w okolicy białka oczu wskutek wysuszenia, zaczęły regularnie spływać krople słonej wody. Zaciskając mocno zęby, spuściła łeb na dół.
- Gdzie teraz jesteś? – Spytałam łagodnie.
Ta delikatnie wyjrzała swoimi oczami spode łba i odpowiedziała głosem, który przypominał ten na totalnym wykorzystaniu, po którym ma nastąpić płacz.
- Tutaj.
- Właśnie. – Wstałam, po czym podeszłam kawałek bliżej. - Wiesz, że postąpiłaś źle i się zmieniłaś. Nie pozwól, by złe wspomnienia i poczucie winy prześladowały Cię do końca życia.
- Jak?!
Krzyknęła, dając upust emocjom i spoglądając z bezradnością w moje oczy swoimi porcelanowymi źrenicami. Na jej pysku było widać złość i żal, lecz jednocześnie smutek. Mogłam sobie jedynie wyobrażać, co teraz przeżywa. Już do końca rozmowy w jej głosie było słychać chrypę, którą co jakiś czas przerywało szlochanie.
- Dać Ci radę?
- Już i tak nie mam nic do stracenia.
Odwróciłam od niej wzrok, kierując go gwieździste niebo, dające nam pokaz migoczących gwiazd.
- Na pewno jest pewna rzecz, której się boisz, nie wyobrażasz się jej wykonać. Wykonaj ją. Wykonaj ją dla wilków, które z Twojej łapy wyzionęły ducha. Jeżeli zaakceptujesz swoje lęki i obawy, zaakceptujesz siebie.

Shadow?

piątek, 12 maja 2017

Od Shadow c.d Sunset

- Shadow, śledzisz mnie? – Spytała wadera, nieco głośniejszym tonem.
Nie odpowiedziałam, ale schowałam ogon, chyba ze względów bezpieczeństwa albo innych pierdół. Z drzew odfrunęły lekko spłoszone ptaki.
- Shadow… Wiem, że tam jesteś, chcesz pogadać?-powiedziała nieco cieplej, zdecydowałam wyjść z ukrycia, coś nie dawało mi spokoju, musiałam o tym powiedzieć, pewnie się przy tym rozkleję.. ale co mi tam? Przecież Sun mnie chyba zrozumie...
-Nie powinnam... ale no dobrze. Skoro już tu jestem to...-zaczęłam i zawahałam się.
-No dalej, nie wstydź się.-uśmiechnęła się do mnie ciepło a mnie trochę ulżyło, nie musiałam stresować się wyśmianiem.
-No więc.. Sun, chodzi o to że... Nie czuję się dobrze, -widząc pytające spojrzenie wadery, uśmiechnęłam się lekko- nie czuję się... ehmm... dobrze mając takie, historie? Za sobą. Jak sama wiesz, mordowałam niewinnych. Widziałam w Aris i Azeri przykład dobra, coś co trzeba naśladować, wreszcie dotarło do mnie, że to było złe.-popatrzyłam na Sunset, nie wiedząc czy kontynuować, kiwnęła wolno głową- Chciałam odejść, wciąż słyszę Ich krzyk i wyrzuty...-urwałam w połowie. Sun wytrzeszczyła oczy, spuściłam głowę.
-Jakich "Ich"?-zapytała a ja czułam że zaraz się rozpłaczę, powstrzymałam jednak cisnące się do oczu łzy.
-Szczenięta. Mordowali je bestialsko.. Zresztą ja też, przez pewien czas. Żałuję ale nie przywrócę im życia...-szepnęłam i pozwoliłam sobie na płacz, nie wiedziałam czy byłam wściekła czy odwrotnie, smutna? Sun milczała a ja chciałam ciszy, nie chciałam towarzystwa lecz jedna część mnie pragnęła właśnie ich odwrotności. Co się ze mną dzieje? Przez cały czas mnie to zastanawiało, ale niektóre pytania lepiej zostawić bez odpowiedzi. Uspokoiłam się trochę, wadera wciąż spoglądała na mnie, odeszłam by mieć widok na księżyc. Spodziewałam się że wkrótce ktoś tu przyjdzie lub ja zejdę na dół. Spoglądałam w górę, ku gwiazdom. Chłód mi doskwierał, zresztą głód po części też... Obejrzałam się za siebie i zauważyłam uśmiechniętą ciepło Sunset.



>Sun? c: <

sobota, 6 maja 2017

Od Sunset c.d Shadow

Shadow znowu sobie poszła, więc zrobiłam podobnież. Ponownie zaczęłam kierować się w stronę swojego lokum. Prawie cały dzień mi minął na tym „spacerku”, z którego nawet nie skorzystałam tak, jak chciałam. Słońce zaczęło zachodzić, więc moje oczy oraz talizman zaczęły migotać światłem, jakie aktualnie rozpraszało się na niebie. Byłam w morzu drzew, więc postanowiłam wejść na pagórek, który znajdował się niedaleko. Wymijając kilkadziesiąt drzew buku, w końcu udało mi się przebić oraz wleźć na szczyt tej niewielkiej górki. Przekręciłam swoje ciało w stronę, w którą zachodziła najbliższa gwiazda. Westchnęłam, po czym postanowiłam się położyć na brzuchu, przeplatając dwie przednie łapy przez siebie i opierając o nie łeb. Trawa była gęsta i sucha, przez co nie musiałam się martwić o zbytnie ubrudzenie się. Gdzieniegdzie rosły kwiaty polne, przebijające się wśród gąszczy koniczynek. Oglądanie zachodu słońca uspokajało mnie i pozwalało się zrelaksować. Wiatr północny podmuchiwał moją grzywą oraz las, który który miałam okazję oglądać z góry, lecz oprócz tego małe, zielone liście, robiące salta w powietrzu. Jeden z nich wylądował na moim nosie, co nie sprawiło mi problemu. Rozkoszowałam się tą piękną chwilą, dając się ponieść wyobraźni oraz… nieświadomie snu.

Byłam w lesie. Zdezorientowana rozglądałam się dookoła w nadziei, że kogoś znajdę. Nagle zobaczyłam, jak Sorka wyskakuje zza krzaka, przeskakując mi nad głową, a za nią parę kolejnych wilków. Schyliłam łeb, żeby nie dostać po nim, po czym patrzyłam, jak biegną przed siebie. Zmieszana, podążałam za nimi, nic nie mówiąc. Nie wiem czemu, ale nie miałam takiej potrzeby. Wilczyca nawoływała coś, lecz nie mogłam wiele usłyszeć. Było bardzo głośno jak na środek lasu. Truchtając, rozglądałam się dookoła, by zorientować się, gdzie jestem. Słońce mocno grzało każdy skrawek lasu. W pewnym momencie na tyle mocno, że jego promienie słoneczne podpaliły parę pobliskich liści. Rozłożyste korony drzew buków w jednej chwili zaczęły płonąć. Stałam w miejscu, nie widząc sensu ucieczki do czasu, gdy gałęzie zaczęły spadać, a kory drzew płonąć. Próbowałam wydostać się którąkolwiek z dróg. Nie miałam dostępnego wyjścia. Po tym, jak coś się spalało, pozostawiając czarne prochy i odsłaniało białe tło. Zdziwiona dopiero potem zorientowałam się, że chmury również zaczynały się palić, pochłaniając w tym samym czasie niebo. Po upadku jednego z drzew rozległ się wielki huk i wtedy gleba zaczęła się spalać, sprawiając, że większość niej to była biała pustka. W moim oczach można było dostrzec strach, a zarazem bezradność. W powietrzu aż wrzało, lecz nagle zrobiło mi się zimno. Przestrzeń pochłaniał ogień, zdmuchując prochy w białą nicość, ale w pewnym momencie zapanowała w mojej duszy spokój, spowodowany chłodem, jaki odczuwałam. Nagle spod mojej tylnej lewej łapy usunął się grunt. Otworzyłam szeroko oczy z szoku, po czym bez opierania się, pozwoliłam sobie spaść w nicość.

Gwałtownie zerwałam się ku górze, podnosząc łeb i szeroko otwierając oczy, zrzucając tym samym listek, który zawitał na moim nosie. W pierwszym momencie lekko dyszałam, lecz z czasem się uspokoiłam, tłumacząc sobie, że to był sen. Zimno nadal mi doskwierało, zapadła bowiem noc. Nie czułam się dobrze ze świadomością, że pozwoliłam sobie na to tuż przed zmrokiem na tak widocznym miejscu, jak szczyt pagórka. Od razu wstałam, rozciągając się, by lepiej przygotować mięśnie do powrotu. Podczas wykonywania tej czynności usłyszałam szmer. Natychmiast się wyprostowałam, nastawiając uszy i wypatrując w ciemności zwierzęcia. Wyczułam woń wilka, z którym miałam ostatnio trochę do czynienia. Byłam pewna, że wśród gąszczy znajduje się Shadow. Po kolejnym dźwięku odwróciłam się odruchowo w stronę, z której on pochodził. Moja ostra postawa złagodniała, gdy zza drzew zauważyłam jej merdający w tę i we w tę ogon.
- Shadow, śledzisz mnie? – Spytałam nieco głośniejszym tonem, by ta mnie usłyszała, podczas gdy ptaki zaczęły odfruwać z gałęzi.
Nie odpowiedziała, a jedynie schowała ogon.
- Shadow… Wiem, że tam jesteś, chcesz pogadać?


Shadow?

piątek, 5 maja 2017

Od Shadow c.d Sunset

Jednak postanowiłam się obudzić i wstać, otworzyłam oczy w nadziei na ujrzenie błękitnego nieba i blasku słońca, lecz zamiast niego ujrzałam jakiś dziwny... niedźwiedzi pysk. Poderwałam się i zmierzyłam go wzrokiem, nie był w pełni tym zwierzęciem, był mieszanką niedźwiedzia i... jelenia?
To było najbardziej trafne określenie, cóż za miła pobudka! "Walczyć czy zwiewać?" zastanawiałam się, przyglądając się bacznie stworzeniu, mięśnie miałam napięte by w razie czego odskoczyć. Niedźwiedzio-Jeleń przyglądał mi się z zainteresowaniem, był trochę słodki jak nie próbował mnie zabić, ciekawe jak to jest zostać zabitym przez hybrydę miśka i jelenia, pewnie śmiesznie ale i boleśnie, nie mam ochoty próbować. Stwór otworzył paszczę i ukazał swoje "ząbki", to wystarczyło bym ruszyła biegiem, w stronę lasu by zgubić to dziwne "coś", powoli zwalniałam ale wykrzesałam jeszcze jakieś siły i znów ruszyłam prawie tak szybko
jak wcześniej. Postanowiłam się obejrzeć, by sprawdzić czy stwór dalej za mną biegnie, moją prędkość wyhamowało uderzenie o coś miękkiego, czyżby futro?
-Co do anielki...-mruknęła i otrząsnęła się z piasku, którym ją ubrudziłam.
- Jeju, wybacz! Nie chciałam. Tam jest potwór!- krzyknęłam przerażona, Sunset spojrzała
na mnie rozdrażniona.
-Nie wiem.-odparłam i wbiłam wzrok w ziemię w nadziei że nie zapłonę ogniem- jakiś niedźwiedź. Chyba.-pierwszy raz byłam tak wściekła na siebie że zareagowałam ucieczką. Sunset kiwnęła głową.
-Dobrze, sprawdzisz ze mną co to jest?-zapytała ciepło a ja zawahałam się, w końcu parsknęłam zdenerwowana, co Sunset odebrała chyba jako "tak" albo inne potwierdzenie.
Wadera ruszyła lekkim truchtem, ja po chwili zamyślenia też podążyłam za nią. Opowiedziałam jej wszystko po kolei, czasami wtrącała coś od siebie a potem milkła przysłuchując się mi.
Znów usłyszałam szum wody, spodziewając się że znów spotkamy to stworzenie napięłam mięśnie, po chwili się jednak rozluźniłam, mając przy sobie Sunset. Ona była tu dłużej niż ja.
Wadera zwolniła, i szła teraz miarowym tempem, zrównałam się z nią i też zaczęłam iść wolniej.
-Na tej plaży go widziałam, i uciekłam w las by go zgubić.-powiedziałam już pewnie i typowo - chłodno, Sun przewróciła oczami, chyba nie przepadała gdy byłam taka oschła, ale cóż.. Nie mój problem, teraz moje myśli były skupione na stworzeniu. Sunset stawiała pewnie kroki na gorącym piasku, trawa po której jeszcze przed chwilą szłam powoli zamieniała się w małe, rozgrzane drobinki i gdzieniegdzie rozrzucone jakieś badyle i inne chaszcze.
-Na pewno go tutaj widziałaś?-wadera zadała pytanie, podniosłam głowę by zobaczyć gdzie jest.
-Tak. Na pewno.-odparłam i wróciłam do badania wzrokiem terytorium, na którym już byłam, poruszyłam uszami gdy usłyszałam jakiś szelest. Dźwięk był podobny do tego wcześniejszego, gwałtownie poruszyłam głową by zobaczyć z jakiego miejsca dochodzi ten odgłos.
-Cicho.-usłyszałam stanowczy ton głosu Sunset.
-Nie uciszaj mnie!-warknęłam i chcąc zrobić jej na złość, zaczęłam jeszcze bardziej szeleścić.
-Serio, cicho bądź i słuchaj.-rzuciła stanowczo, dałam sobie spokój i cała spięta podbiegłam
do niej, najciszej jak umiałam. Wadera przyglądała się jednemu punktowi, przybliżyłam się trochę do niej i też wbiłam tam wzrok. W pewnym momencie zza drzewa wyszedł stwór, do którego zdążyłam się zrazić i zapałać szczerą odrazą. Sun podeszła spokojnie do stworzenia, pomimo moich protestów.
-Nie bój się, to tylko Jeledź.-zabrzmiało jak "śledź"... Jeledź spojrzał na mnie nieufnie, ciekawe czy mnie kojarzył... Sun podniosła łapę i powoli zaczęła gładzić stwora po boku, żeby go uspokoić? Ciekawe... Stwór wyglądał nawet przyjaźnie, ale i tak nie odważę się chyba by podejść do niego. Po chwili pieszczot, "misiek" położył się i uniósł łapy do góry. Sunset uśmiechała się.
-Nie jest straszny. Chcesz spróbować?-zapytała mnie ciepło, wmurowało mnie... Niepewnie podeszłam do Jeledzia, popatrzył na mnie z zainteresowaniem, odwzajemniłam spojrzenie.
-Zabijesz mnie...-mruknęłam i podniosłam łapę by pogłaskać "stworzonko", podobało mu się najwidoczniej, ale ja miałam dosyć. Oddaliłam się na bezpieczną odległość od Jeledzia.
-Brawo!- pochwała od Sun trochę polepszyła moje samopoczucie, ale nie na długo.- Spójrz na łapy.-dodała, spodziewając się najgorszego spuściłam głowę w dół. Moje przypuszczenie się sprawdziło, trochę się dymiły...
-Spoko, nic mi nie jest.- powiedziałam, w nadziei że Sun nie zauważy grymasu bólu. Skupiłam się na jakimś miłym wspomnieniu....
"Ceremonia dołączenia. To jest idealne!" wszystkie moje myśli, powędrowały w stronę tego wspomnienia. Ból powoli ustępował, aż wreszcie całkowicie zniknął.
-Wracam już.-rzuciłam na odchodne- i mam nadzieję że nigdy więcej nie spotkam Jeledzia.- Sunset zaśmiała się i podążyła w swoją stronę, utykałam lekko. Czas mijał, a ja powoli odczuwałam zmęczenie.
-Dojdź tylko do legowiska...-mówiłam do siebie, słabym głosem. Czas mijał, w plecy wiał mi wiatr który pchał mnie w stronę domu. Wreszcie mogłam nazwać jakieś miejsce domem, nie wiedziałam tylko na jak długo. Może zostanę samotnikiem? Eh.. głupia myśl. Jeszcze będę tego żałować, polubiłam ich. Uśmiechnęłam się lekko, chyba pierwszy raz nie chciałam kogoś opuszczać. Pomimo tego nie chciałam zbytnio się przywiązywać. Powoli robiło się ciemno a ja dalej nie wróciłam. Zgubiłam się? Szukałam śladów, wypalonych przez moją moc, nigdzie nie było ich widać. Reprezentacja dalej miała focha, bo tylko jarzyła się lekko ale ograć to nie łaska...
-Przydałaby się Sunset, albo ktoś inny z Berkanan.- czyżbym przestała lubić noc i samotność? Dziwne.. Zwykle to uwielbiałam.


>Sun? c: <

czwartek, 4 maja 2017

Od Sunset c.d Shadow: "Nie oceniaj po pozorach"

Wadera, którą przedtem spotkałam była… nietypowa? Tak, to chyba najodpowiedniejsze słowo. Po uwolnieniu jej wróciłam do zbierania owoców. Wciągając przez nos przepiękną woń lasu po deszczu, rozglądałam się nad potencjalnym jedzeniem. Niestety jeszcze nie wszystko zakwitło, ba, znalezienie czegoś graniczyło z cudem. Wolnym, lecz lekkim dreptaniem analizowałam każdy szczegół, który miałam w zasięgu wzroku. Dzień zapowiadał się bajecznie. Kątem oka jednak dostrzegłam, iż nad rozłożystymi koronami drzew czuwa bezchmurne niebo. Z lekkim uśmiechem na pyszczku i dobrym humorem dałam się ponieść wyobraźni, tym samym nieświadomie cichutko podśpiewując piosenki, jakie moja mam mi dawniej miała w zwyczaju śpiewać. Moją harmonijny nastrój przerwał uderzenie w prawy bok, przez który upadłam.
- Co do anielki... – Mruknęłam, otrząsając się.
- Jeju, wybacz! Nie chciałam. Tam jest potwór! – Krzyknął znajomy mi głos.
Tak, to była Shadow. Odruchowo spojrzałam na wilczycę, gwałtownie się podnosząc.
- Jaki potwór? – Spytałam nieco rozdrażniona, otrzepując się z pyłu oraz brudu, który raczyła mi podarować Matka Ziemia.
- Nie wiem. – Przekręciła łbem w stronę ziemi. – Nie wiem, co to było. Jakiś niedźwiedź chyba. – Czułam, że była zdenerwowana, więc nie chciałam jej nakręcać.
- Dobrze, sprawdzisz ze mną, co to jest? – Spytałam łagodnym tonem.
Odpowiedzią było mruknięcie, które zawsze kojarzyło mi się ze słowem „tak” bądź „dobrze”. Stuprocentowej pewności nie miałam, bo dla innych to zaprzeczenie. Tak czy siak, poszła ze mną. Wyglądała na nieco zdenerwowaną, więc nie sądziłam, że kłamie. Całą rozmowę praktycznie ona prowadziła, jak i również nas do tego potwora. Momentami się wtrącałam bądź komentowałam jej słowa, by ta nie poczuła się ominięta. Słysząc delikatny szum wody, wiedziałam, że podążamy w stronę jeziora, ponieważ na morze było za daleko, a za cicho na rzekę. Nie traciłam czujności, bacznie rozglądając się i nasłuchując nad rzekomym potworem. Opis Shadow dał mi trop, jaki gatunek może to być, lecz nie chciałam, aby była w błędzie, więc nic nie wspomniałam. W pewnym momencie w oddali zobaczyłam zbiornik wodny, otoczony zarośniętymi kępami traw oraz niewielką, piaszczystą plażą.
- Na tej plaży go zobaczyłam, a zaraz potem uciekłam w las, żeby go zgubić. – Powiedziała pewnie.
Gdy podeszłam do jeziora, stawiając swoje łapy na gorących ziarnach piasku, nic, co by przypominało tego potwora z opisów Shadow, nie było. Złapałam trochę piasku w łapy, po czym go przetarłam, by lepiej doczuć się woni. Czułam tylko zapach wadery, więc spytałam:
- Na pewno tutaj go widziałaś? – Resztki piasku z mojej łapy powiał chłodny podmuch wiatru.
- Na pewno. – Zaczęła się obracać, jakby rozglądając się nad stworzeniem.
W tym momencie również usłyszałam w oddali szelest pochodzący z lasu. Moje uszy odruchowo się nastawiły, kierując się w tamtejszą stronę. Dźwięk był za cichy na gryzonia, a sarny nie mają zwyczaju w tych okolicach błąkać się po puszczy.
- Cicho. – Rzuciłam, żeby lepiej dosłyszeć się szelest, wadera przestała hałasować.
- Nie uciszaj mnie. – Zareagowała ostro.
- Serio, cicho bądź i słuchaj.
Te słowa poskutkowały. Wadera widząc, że przyglądam się jak wryta jednemu punktowi, stanęła obok mnie, robiąc podobnież. W pewnym momencie zza drzewa ukazało się ogromne zwierzę, które budziło postrach za szczenięcych czasów. Do czasu, gdy nie nauczono ich oczywiście, że to jest przyjazne stworzenie, szukające przyjaciół. Podeszłam pewnie do Jeledzia, który wpatrywał się w nas tak samo, jak robiła to wilczyca, widząc, że do niego podchodzę. Nawoływała, żebym zawróciła, ale chciałam jej pokazać, że nie ma się czego obawiać. Faktycznie, nie wyglądał przyjaźnie, ale ta kruszonka ma miękkie serduszko i jest bardzo wrażliwa. Jeledź był bowiem skrzyżowaniem jelenia i niedźwiedzia. Miał pysk i nogi niedźwiedzia, a tułów, ogon i poroże jelenia. Cztery razy większy od nas, więc nie dziwię się, że Shadow tak zareagowała. Bardzo rzadki i cenny gatunek. Z uśmiechem na pyszczku podeszłam do stworzenia. Uniosłam swoją prawą łapę, po czym delikatnie zaczęłam głaskać go po boku, by się nie przestraszył. Ten chwilę później klepnął sobie, przewracając się na plecy i machając łapkami dla zabawy. Podobno jest taki przyjazny, bo ma jeszcze korzenie z królika i jednorożców.
- Nie jest straszny. Chcesz spróbować?

Shadow?

Od Shadow c.d Sunset

Wiszenie głową w dół to nie jest moje ulubione zajęcie...
- Wiesz… Widocznie muszę Cię pilnować. Za którymś razem nie będzie mi się chciało Cię znowu ratować.-mimowolnie się uśmiechnęłam, Sunset była miła.
-Jakieś ziarno prawdy w tym jest, planowałam iść dalej, ale chyba sobie odpuszczę, po tym
co zafundował mi ten...- nie ma to jak zapomnieć imię, musiałam wyglądać głupio, próbując sobie przypomnieć jego imię.
-Marlin.- podpowiedziała towarzysząca mi wadera, kiwnęłam głową.
-No więc.. Jak go spotkasz, "pozdrów" go ode mnie-mruknęłam i ruszyłam truchtem w stronę Berkanan, utykając lekko. Chyba będzie mnie czekać żucie jakiegoś zielska, pewnie jakieś gorzkie dziadostwo dostanę czy coś jeszcze gorszego... Aż się wzdrygnęłam na wspomnienie ostatniego razu u medyka, ohyda. Po drodze uznałam że jednak nie zawędruję do reszty watahy tylko pozwiedzam trochę tereny, skręciłam więc w inną ścieżkę, prowadziła na północ, w plecy wiał mi chłodny wiatr, było to irytujące ale skoro taka była moja decyzja to nie wrócę przynajmniej przez dwa dni. Może nawet odwiedzę Azeri albo spróbuję kogoś poznać? Może lepiej nie, pewnie coś spapram, więc szybko skupiłam się na czymś innym, moja długa nieobecność znów dała się we znaki, ale podobno było kilka nowych wilków... Zajęłam moje myśli techniką polowania, przez to całe zamyślenie nie ogarnęłam, że zrobiło się ciemno, a ja nie wiem gdzie jestem... Usłyszałam cichy plusk wody, nadstawiłam uszy i.. tak to była woda. Skręciłam lekko w bok, by nie wejść w coś, czego nie lubiłam ale jednak poczułam coś mokrego, a zarazem oślizgłego, odskoczyłam jak oparzona ale to "coś" dalej było na moich łapach. Zapiszczałam cicho, zaczęłam skakać dziko by to "krwiożercze stworzenie" ze mnie zeszło, ale ono tylko rzucało się na wszystkie strony. Uspokoiłam się trochę i rozejrzałam,w nadziei że nikt tego nie widział, ulżyło mi. Wokoło nie było żywej duszy, odetchnęłam z ulgą i spróbowałam ściągnąć to drugą łapą, pomachałam nią dziwnie ale to dziadostwo odpadło.
-Dobra Shad... musisz się przemóc i popływać, albo wejdź po prostu do wody.-powiedziałam stanowczo do siebie, chyba licząc na to że się przekonam że nic mi się nie stanie, jednak dobrym wyjściem to nie było bo ten zielony glut (na szczęście to nie było żadne zwierzę!) narobił mi stracha. Powoli zaczęłam zanurzać łapy, woda była ciepła, ruszyłam dalej w nadziei że nie zaczepię się o nic. Powoli robiło się głębiej i straciłam grunt pod nogami, zaczęłam panicznie nimi machać. ~Kurde zwykle to prawie niczego się nie boję, a wody to się cykam.
jak głupia.~Skarciłam się w myślach, moja Reprezentacja lekko się zaczerwieniła, opuściłam głowę w dół i to był błąd. Zachłysnęłam się wodą, opanowane jakkolwiek ruchy znów przerodziły się w próby złapania równowagi i dopłynięcia do brzegu, gdy poczułam grunt pod łapami zaczęłam kaszleć by wypluć resztki słonej wody. Rzuciłam się na piasek i zamknęłam oczy, na chwilkę...
***
Ta chwilka trwała jednak do rana, czułam jak bolą mnie mięśnie, najchętniej zostałabym na piasku ale gdybym dała za wygraną, mogłabym nie wstać. Chciałam jeszcze poleżeć ale byłam głodna, nie pogardziłabym nawet rybą, więc podniosłam się na nogi
i najciszej jak umiałam, weszłam do letniej wody w której pływała ma "zdobycz", nie miałam pomysłu by złapać rybę bez zanurzenia głowy, więc musiałam obyć się smakiem...
Znów położyłam się na piasku, w nadziei że jakaś ryba wypłynie na brzeg i się udusi.
W pobliżu nie było żadnego innego zwierzęcia, nie licząc ryb i atakujących zielonych glutów.
Leżałam więc na wznak, cała uwalona piaskiem i innym dziadostwem, z wpółprzymkniętymi oczami. Noc była zimna a moja Reprezentacja chyba miała na mnie focha za wczorajszą przygodę i mnie nie ogrzewała, najprawdopodobniej się przeziębiłam, bo nie czułam się tak dobrze jak wczoraj, przed kąpielą... Mruknęłam zdenerwowana i odwróciłam się na drugi bok, by znów zasnąć. Usłyszałam jakieś kroki na piasku, lecz zignorowałam je, pewnie jakaś wiewiórka czy coś. Ale to nie brzmiało na wiewiórkę, było zbyt... mocne?




>Sun? Nie miałam zbytnio pomysłu, ale glon zaatakował :D <

niedziela, 9 kwietnia 2017

Od Sunset c.d Shadow: "Dobry sposób na zwierzynę."

- Nie, możesz wrócić do swojej wycieczki. – Odpowiedziałam obojętnie.
Nie widziałam sensu w droczeniu się z waderą, której jeszcze dobrze nie znałam. Pierwsze wrażenie, jakie na mnie zrobiła, było pozytywne, a teraz? Sama nie wiem.
- Dobra, to ja idę. – Powiedziała, po czym się odwróciła i zaczęła odchodzić.
- Tylko nie spal niczego więcej.
- Ta, jasne. – Odkrzyknęła, po czym zniknęła zza jednym z drzew.
Nie wiem, ile Shadow miała lat. Zachowywała się… inaczej. W taki sam sposób też ja postąpiłam.
Spotkanie z nią miałam z tyłu głowy, lecz bardziej skupiłam się na poszukiwaniu roślin. Biorąc głębokie wdechy, lekkim krokiem przemierzałam las, wypatrując owoców bądź warzyw. Zapach prowadził moje ciało na zachód, więc w tę stronę również się udałam. Śliczny śpiew ptaków pochłaniał ciszę, której dawniej było wiele mniej. Odkąd populacja się zmniejszyła, jest dużo ciszej, co dla niektórych jest szczęściem, a dla innych udręką. Sama ją lubię, lecz nie za tak wysoką cenę. Nie mogąc myśleć o przeszłości, zwiększyłam tempo. W niektórych momentach jednak spokojny, delikatny dźwięk przerywał krzyk kruków. Za każdym razem, gdy tak się działo, nastawiałam uszu. Nie wiedzieć, czemu. W końcu nie czułam się niebezpiecznie, co nie oznacza, że było mi bezpiecznie. Nagle usłyszałam huk. Ponownie moje uszy podniosły się ku górze. Nie był to ptak. W pewnym momencie usłyszałam, jak ktoś coś bełkocze. Skierowałam łeb w stronę, z którego ten hałas dochodził. Długo się nie zastanawiając, udałam się w tamtą stronę. Początkowo szłam powoli, omijając co jakiś czas wieloletnie drzewa lub krzaki. Ponownie jednak przyspieszyłam, gdy dźwięk nie ustępował, a wręcz nasilał. Nieco zdezorientowana rozglądałam się po okolicy, ciągle nie schodząc z toru. W pewnym momencie, po wyjrzeniu zza dębu, zobaczyłam zwisającą waderę, którą przedtem spotkałam. Zwisała na prawej, tylnej łapie głową w dół. Nie zdziwiłabym się, gdyby gałąź się połamała. Nie dlatego, że wilczyca była gruba, co oczywiście prawdą nie było, ale dlatego, że kawał drewna nie grzeszył masywnością. Przekręciłam oczami, po czym podeszłam do Shadow.
- Może Ci pomóc? – Szczerze zaproponowałam.
- Nie trzeba, sama dam radę. – Powiedziała, robiąc jakieś dziwne ruchy, które najwidoczniej miały z założenia jej pomóc.
- Nie będę patrzeć, jak się męczysz. Po co potem użalać się z bólu kostki? Nie mówiąc o medyku, który będzie Ci musiał to opatrzeć.
Wadera nie odpowiedziała, więc postanowiłam wziąć sprawy w swoje łapy. Przechodząc obok wadery, udałam się za drzewo. Była tam lina zawiązana wokół wielkiego głazu. Bez wahania wyjęłam pazury, po czym jednym z nich przecinając powietrze, również przecięłam linę. Uderzenie o powierzchnie sprawiło u mnie poczucie winy. Co, jakby przeze mnie coś jej się stało? Podbiegłam do niej, a po chwili podałam łapę, żeby pomóc jej wstać.
- Nie potrzebuję pomocy. – Odpowiedziała nieco zirytowana.
Potrząsnęła głową, po czym podpierając się przednimi łapami, wstała.
- Co to jest?! – Krzyknęła ze złością.
- Pewnie Marlin. Często tak łapie zwierzęta.
- No, teraz to mu przytrafiłoby się duże. – Rzuciła sarkastycznie.
- Nie, on nie jest kanibalem. Poza tym łapał już większe od Ciebie tym sposobem. Może i sama bym go stosowała, ale nie jest zbyt miły, prawda?
Wadera parsknęła. Nieco przybita całą sytuacją, powiedziałam, żeby ją obudzić ze stanu złości i sprowokować do odpowiedzi:
- Wiesz… Widocznie muszę Cię pilnować. Za którymś razem nie będzie mi się chciało Cię znowu ratować.

Shadow?

środa, 5 kwietnia 2017

Od Shadow c.d Sunset

Super... Znowu przestałam panować nad moją mocą. Ughh... Kocham. Tak, to był sarkazm, byłam rozkojarzona "podziwianiem" śladów ostatniej walki. Ot tak. Widać było, że wilk, który przegrał, nie był doświadczony, z moich własnych przeżyć musiał on odejść z podkulonym ogonem, wyglądało to tak, jakby był dopiero co po osiągnięciu dorosłości, ten drugi, który wygrał, musiał być starszy i silniejszy. Przypomniałam sobie, że cały czas moje łapy lizane są przez ogień, było to w miarę przyjemne, ale mogło zakończyć się pożarem, więc jak najszybciej skupiłam się na szczęśliwym wspomnieniu, ale chwila... Czy ja miałam jakieś przyjemnie wspomnienie? Tu pojawiał się problem.
Sha... Przecież wiesz, jeżeli ty uciekasz ja też. Przysięgałyśmy... Nie. To nie było to... Nie musisz już błądzić. Ja Ci pomogę wyjść na prostą. Już nie musisz błądzić bez celu. Teraz masz co zrobić. To było to... Wspomnienie mojego przyjaciela, to on mi pomógł...
Płomienie powoli gasły a ja opanowałam się. Czyli już wiem, z czego korzystać. Azeri... Ona też była w moich wspomnieniach, ale nie tych szczęśliwych... Rozejrzałam się, żeby sprawdzić jakie szkody wyrządziłam, cóż wypalona trawa i kilka innych. Ruszyłam przed siebie dalej, takich podróży potrzebowałam... To była taka przyjemna odskocznia od rzeczywistości. Wędrowałam sobie dalej, nie odczuwałam zmęczenia. Chyba powinnam robić takie wyprawy częściej, ale nie na tyle często by zaczęli coś podejrzewać. Moje podejrzenia się sprawdziły, bo zwierzę czy co to tam jest było dalej słyszalne, zatrzymało się dopiero po chwili. Przyjęłam pozycję obronną, bo nie wiedziałam czego się spodziewać. Po chwili poczułam zapach kogoś z watahy... Nie mogłam sobie przypomnieć kogo, ale no... Rozluźniłam się trochę wiedząc, że to sojusznik bądź sojuszniczka.
-Co ty tu robisz?!-moim oczom ukazała się Sunset, jedna z wader w watasze. Dagaz jeżeli się nie mylę...
-Powinnam zapytać o to samo.-warknęłam i czekałam na odpowiedź, dawno jej nie widziałam i z nią nie rozmawiałam, ostatni raz był na ceremonii
-Na zadane pytanie otrzymam odpowiedź?-zapytała troszkę zirytowana, miałam ochotę się trochę podroczyć z waderą.
-Na złe pytania otrzymasz złe odpowiedzi - odparłam, uśmiechając się sarkastycznie do Sunset- czyż nie tak?-oczekiwałam jej reakcji. Widziałam jak zaciska zęby, ja sama też zaciskałam, lecz by się nie roześmiać.
-Spójrzcie na to małe coś. Nie ma nawet siły na zamordowanie zwykłego szczenięcia.... Czarny wilk spojrzał na mnie z politowaniem, nie wiem czemu, ale poczułam smutek i zazdrość do Azeri która nigdy wcześniej nie miała takiej sytuacji, od razu się otrząsnęłam. Zamordowała moją przyjaciółkę... Potrafiła być miła, gdy tylko chciała.
-Dobrze, że nasza Zeri wyrośnie na przyszłość watahy.
Potrząsnęłam głową zdezorientowana, bo zdziwiło mnie wspomnienie.
-Wszystko ok?-usłyszałam głos Sunset, która siedziała trochę dalej. Spojrzałam na moje pazury i łapy. Moja moc znów wyrwała mi się spod kontroli... Zwykle jest tylko na pazurach i spodach łap, teraz sięgała mi wyżej...
-Ciaa... Przepraszam, czasem mi się tak zdarza. Coś jeszcze potrzebujesz? Bo w planach miałam dalszą wycieczkę- znów wróciłam do mojego chłodnego tonu i spoglądałam na waderę, która zacisnęła zęby i szykowała dla mnie najpewniej jakąś ripostę...

<Sunset? przepraszam, że tyle czekałaś c: >

niedziela, 19 marca 2017

Od Sunset do Shadow

Ciemność zaczęła zanikać. Przez czarną kurtynę przebijało się światło, które z upływem czasu stawało się coraz mocniejsze. Nieprzyjemne uczucie, jakie moje oczy odczuwały, przeszło aż do ogona, sprawiając, że po moim ciele przeszły ciarki. Mimo tego zdołałam usłyszeć znajomy, choć nie wiem skąd dźwięk. Przebijał się przez otchłań nicości. Słyszałam, jak ktoś mnie nawoływał. W myślach pojawiło mi się dużo pytań. Na jedno z nich, które dotyczyło tego, co tu robi, odpowiedział. Im dłużej odpowiadał, tym gorzej go słyszałam. Ktoś zaczął dotykać mnie po barku, czułam czyjąś obecność. Czerń znowu zaczynała pochłaniać całe światło. Moje serce zaczęło gwałtownie i szybko bić, w moich uszach słyszałam głośnie szmery, wołanie o pomoc, które nie dały mi się na niczym skupić. Krzyknęłam, ale nawet nie wiedziałam co. Usłyszałam jedynie, jak ktoś mnie uspokajał. Szmery i krzyk nagle ucichły, a moje serce wróciło do normalnego bicia. Przez ciszę, którą od czasu do czasu przerywało syknięcie uspokojenia, słyszałam, jak moje serce pracuje. Ktoś mnie przytulił od tyłu, co sprawiło, że znowu zaczęłam się denerwować. Na mojej sierści czułam czyiś oddech. Słowa otuchy, które mi powiedziano, sprawiły, że ponownie czułam się bezpieczna. Zaczęłam wolniej i głębiej oddychać, co sprawiło, że się rozluźniłam. Słychać było, że ciężko oddychałam, lecz to również z czasem minęło. Chwilę potem ktoś szepnął mi do ucha coś, czego nie umiałam zrozumieć. Kiedy skończył, odsunął się. Słysząc kroki, spodziewałam się, że odchodzi. Przekręciłam gwałtownie łbem, żeby zobaczyć, kto to był.

Nagle zerwałam się ku górze, podtrzymując się z tyłu łapami o posłanie. Dysząc, wbiłam oczy w rysunek rodziców namalowany dawniej przez jednego z artystów, który stał w ramce na szafce. Chcąc się uspokoić, zaczęłam liczyć wspak od stu. Im mniejszą liczbę pomyślałam, tym coraz ciszej oddychałam.  Po skończeniu odliczania przekręciłam się, po czym wstałam. Byłam w moim pokoju. Oznaczało to, że tamto przeżycie było snem. Chciałam tak myśleć. Chodząc po jaskini, wbijałam to sobie do głowy, bo miałam przeczucie, że tak nie było. Wszystko… wszystko było zbyt realistyczne. Nie wiedziałam, co to mogło oznaczać, ponieważ nigdy coś podobnego mi się nie przyśniło. Pierwszy raz byłam tak zdenerwowana. Nigdy mi się to nie przytrafiało. Nerwowo machając ogonem w tę i we w tę strąciłam nawet miskę z drewna. Dręczyła mnie myśl tego, co to było. Zazwyczaj zostawiam takie sprawy na później, bo są nieistotne, ale dziś podświadomie tego nie chciałam. Chcąc coś zjeść, zauważyłam, że nie mam żadnych owoców i warzyw. Była to idealna wymówka, żeby wyjść na łono natury, zrelaksować się, a przy okazji poszukać jadalnych roślin. Szybkim tempem poszłam do swojego pokoju, po czym zabrałam z szafki srebrną torbę, do której mogłam zbierać jedzenie. Zarzuciłam ją na plecy, dzięki czemu dwa zamykane otwory równoważyły się po dwóch stronach. Poprawiłam, zaciągając ją trochę do tyłu, żeby pas mnie nie uwierał, a następnie wyszłam z jaskini. Po opuszczeniu ogrodu zaczęłam schodzić ze wzgórza. Był ranek, lecz Słońce mocno promieniowało, oświetlając pobliskie drzewa, które już mogły pochwalić się pęczkami kwiatów. Pogoda była świetna. Wreszcie mogłam nacieszyć się wygodą w chodzeniu po ziemi, która tym razem nie była mokra. Wzięłam głęboki wdech, po czym ruszyłam w stronę lasu.

Lekkim krokiem spacerowałam, przemierzając wzrokiem okolicę w poszukiwaniu krzewu z owocami. Nigdzie nie czułam ich zapachu, co mnie jednak nie zniechęciło. W morzu drzew łatwo było się zgubić. W takich sytuacjach ratuje mnie jednak znajomość, jak i umiejętność rozpoznawania kierunków. W pewnym momencie chodząc po wyznaczonym szlaku w lesie, zauważyłam wypalone miejsca, które zostały pozbawione roślinności. Były po dwóch stronach i ciągnęły się na przód. Wyglądały, jakby ktoś stawiał kroki. Ową teorię wzmocnił fakt, że w jednym z nich zauważyłam kształt wilczych opuszek. Nieco zdezorientowana, ruszyłam w stronę, w którą się one ciągnęły.


Shadow?