Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Początki są najtrudniejsze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Początki są najtrudniejsze. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 maja 2017

Od Cedy c.d. Shadena

- Pani Cedo! - usłyszałam cienki głos, który tak dobrze znałam.
- Podejdź, Avaloon. - mruknęłam, nawet nie podnosząc zmarszczonego czoła znad zapisanego drobnym druczkiem raportu dotyczącego nowych posunięć rebelii. Potarłam łapą podkrążone, opuchnięte oczy i uniosłam wzrok na drobnego basiora, który stał na sztywno wyprostowanych łapach, z czołem wysoko uniesionym. Musiał zasalutować, kiedy nie patrzyłam.
- Spocznij, Avaloon. - odparłam, wstając powoli z miejsca – Co masz dla  mnie?
- Jedną wiadomość, Pani Cedo. - odparł, tuląc nieśmiało uszy. -  Ansuza kazała przekazać, że powinna się Pani stawić...  - wymamrotał powoli i przerwał – W Świątyni.
- Dlaczego? - zapytałam drażliwie, dostrzegając, że rogaty wilk po raz kolejny zapomniał słów raportu.
- Na przyjęcie nowego wilka. - odparł zaskoczony, zapewne uważając to za oczywiste.
- Poćwicz trochę pamięć mój drogi. - mruknęłam, zabierając się do wyjścia. - Masz recytować to, co ktoś inny ci powiedział idealnie, każde słowo ma być takie samo, pamiętaj. Teraz, przy takich krótkich komunikatach jeszcze ujdzie ci to na sucho, ale później, przy złożonych rozkazach wojennych, które być może będziesz musiał przenosić, sprawny mózg jest niezwykle ważny. Tutaj jest łatwo; sam możesz dopowiedzieć to, czego zapomnisz, bo to oczywiste, ale kiedyś może ci się to nie udać.
- Tak jest, Pani Cedo. - mruknął prawie niedosłyszalnie po kilku sekundach ciszy. Wyszliśmy na zewnątrz, a Słońce prześwitywało przez burzowe chmury. Od prawie dwóch dni nie spałam, nie licząc tych dwóch-trzech godzin, które udało mi się wyłuskać, przez to zamieszanie związane z buntem. Parę razy musiałam sama biec i przekazać wiadomość, bo nie było posłańca. Dochodziła do tego góra papierów i troska o moje oddziały. Miałam nadzieję, że podreperuje to moje relacje z wilkami, którymi dowodzę.
- Masz jeszcze jakąś wiadomość do dostarczenia?
- Tak. - odparł, nadal trochę speszony – Trzy wiadomości. Jedna do Pani Sorki, dwie do szanownej Ansuzy.
- Leć szybko. - machnęłam niedbale łapą – Ale uważaj na siebie. Kea została zaatakowana, kiedy napatoczyła się na odział buntowników.
- Tak jest! - basior przyłożył szeroką łapę do piersi, po czym bez dłuższych ceregieli skoczył zwinnie w krzaki. Kilka sekund później odgłos łamanych gałęzi umilkł. Westchnęłam i szybkim krokiem ruszyłam do Świątyni.
,,Najwyższa Maneae, przyrzekam, jak tylko się to skończy, to odsypiam to wydarzenie przez tydzień", pomyślałam, zwinnie omijając grupkę goniących się szczeniaków, które darły się niemiłosiernie.
Po niedługim czasie dotarłam do Świątyni. Prześlizgnęłam się pod wodospadem, unikając zimnych kropel wody i stanęłam w ogromnej sali. Były tam już obecna Dallana. Skinęłam jej głową i pozdrowiłam, gdy nagle ujrzałam jeszcze jedną wilczycę w kącie. Kiedy tylko zauważyła, że dostrzegłam jej obecność, ruszyła szybkim truchtem w moją stronę, a krótki ogon, który przyozdobiła zielonymi piórami, kołysał się rytmicznie.
- Pani Cedo. - stanęła sztywno i przyłożyła na moment łapę do czoła.
- Spocznij. Witaj, Gallo. Masz coś dla mnie?
- Niezupełnie. Mam raport z frontu dla Pani Sorki, ale na razie jej nie widać...
- Musisz gdzieś jeszcze iść? - zapytałam, kątem oka obserwując Dallam.
- Nie. - odparła zwięźle, ale widać było, że chce już iść do domu.
- Kiedy kończy ci się warta?
- Teraz... - mruknęła, wyglądając przez wodospad na Słońce.
- Daj mi to. - odparłam – Wręczę to Sorce, jak tylko się pojawi.
- Dziękuję. - wilczyca uśmiechnęła się delikatnie, ale po chwili spoważniała. - Kazano mi przekazać również, że jeden z najlepszych wojowników po naszej stronie został ranny. Medykom udało się go uratować, ale jest w ciężkim stanie. Ucierpiał również zabójca.
- Jaki? - zapytałam, czując nagły niepokój.
- Ago. Zranili ją w biodro, nie wiadomo czy będzie mogła chodzić na lewej tylnej łapie.
- Cholera... - warknęłam, masując nos i czoło. Poczułam złość i rozdrażnienie. - Dzięki za te informacje, Galla. Możesz już iść.
- Dziękuję. - odparła sucho i śmignęła za wodospad. Mimo, że w tej chwili miałam ochotę rzucić się na posłanie, zasnąć i zapomnieć o wszystkim, to odetchnęłam głęboko i jak gdyby nigdy nic podeszłam do Laycatin'a, który właśnie wchodził. Chciałam porozmawiać, żeby zostawić za sobą wizję ciepłych skór i trzaskającego ognia.

***

Nagle do jaskini wpadła zdyszana Sorka i bez słowa wyjaśnienia zajęła miejsce obok mnie. Zaniepokoiło mnie to. Laguza nigdy się nie spóźnia.
- Jacyś chuligani zaatakowali młodszego szczeniaka. - szepnęła, krzywiąc się– Musiałam go odprowadzić do medyka.
Kiwnęłam na znak, że rozumiem. Poczułam, że jest mocno zirytowana i zdenerwowana tym, że zmuszona była nadłożyć trochę drogi, a przez to nie przyjść na czas, ale w końcu nie mogła po prostu przejść koło tego wilczęcia obojętnie.
Nagle do Świątyni wszedł nowy basior. Wszystkie oczy skierowały się na niego, moje również. Obserwowałam go uważnie z rosnącą ciekawością. W końcu była to jedna z pierwszych Ceremonii, w których uczestniczyłam nie w charakterze dołączającego. Dallam nazwała go Shadenem. Miał jasne futro w kolorach brązu i pomarańczu, ale koniec ogona barwił się na ciemny niebieski. Omiótł uważnym spojrzeniem wszystkich laguzów, a potem Ansuzę. Miał niesamowite, szkarłatne tęczówki.

***

Ceremonia zakończyła się, a ja podeszłam na moment do Dallany, żeby zapytać ją o kilka ważnych spraw w kwestii posłańców i zwiadowców. Martwiło mnie to, że moje wilki nie mają ochrony przed oddziałami Fergusa. Ostatnio podpalił drzewa i jedna z biegaczy o mało nie spłonęła żywcem, bo ogień odciął jej drogę. Teraz było za późnio na jakieś działanie pod tym względem, ale miałam nadzieję, na jakieś postępowanie w przyszłości.


<Shaden? Wybacz, że tak chaotycznie i długo...>

niedziela, 7 maja 2017

Od Shadena: "Początki są najtrudniejsze"

W tym dniu dużo się działo. Znalazłem sobie watahę, odbyłem już rozmowę z alfą, a tutaj zdaje się - Ansuzem. Z tego, co pamiętam, to to, że muszę jak najszybciej stawić się w Świątyni, by odebrać coś w rodzaju mojego talizmanu, który będzie mnie reprezentować. Mam już kilka podejrzeń, co do rzeczy, którą będę reprezentował, ale mogę się mylić. W sumie pomyliłem się już dużo razy, więc jest to bardzo prawdopodobne. Wieczorem, kiedy niebo pokrywały tysiące gwiazd, ja wyszedłem na ceremonię dołączenia. W dali widziałem już jaskinię przesłoniętą wodną kurtyną okazałego wodospadu. Z wnętrza biła łuna różowawo - pomarańczowego światła. Jako że noc była bezchmurna, to widziałem wszystko, co świeciło z odległości 1 - 2 kilometrów. Każdy krok zbliżał mnie do Świątyni, ale nie czułem niepokoju. Skoro inne wilki już to przeżyły, to nie widziałem powodu, dla którego miałbym się bać. Kiedy byłem może już z 50 metrów od mojego celu, ktoś mnie wyprzedził. Musiał biec bardzo szybko, ponieważ zorientowałbym się, iż ktoś za mną idzie. Wilk rzucił krótkie: "Spóźniona..." i wystrzelił w stronę jaskini w skale. Kiedy już doszedłem, bez wahania postawiłem łapę w Świątyni. Czekało tam na mnie 5 wilków, a w tym ten, który mnie mijał. Była to wadera, miała ciemnoszare futro i jaskrawo - zielone oczy. Dyszała trochę po biegu, ale nie wyglądała na bardzo zmęczoną. Zamieniła słowo z waderą o żółtym futrze i poszła na swoje miejsce. Wtedy odezwał, a raczej odezwała się Ansuz.
- Witaj, Shadenie. Mam na imię Dallana i jestem alfą, a u nas - Ansuzem - tej watahy. Za chwilę otrzymasz talizman reprezentacji, którego musisz strzec jak oka w głowie, bowiem jeśli dostanie się w łapy innego wilka, ty zostaniesz pozbawiony reprezentacji, a także zniesiony do rangi Othalan. Podejdź tu i weź swój talizman. - powiedziała Dallana, a potem zachęciła gestem do podejścia. Zrobiłem parę kroków w jej stronę, a ona wzięła w łapy naszyjnik z metalu. Uroczyście przekazała mi mój amulet, a w momencie, kiedy zetknąłem się z nim ciałem, okryło mnie białe światło. Przez parę sekund czułem się, jakbym trafił do raju, nie słyszałem nic, prócz własnego oddechu, miałem wrażenie, że unoszę się w powietrzu. Blask zaczął słabnąć, a wszystko powracało powoli do swej poprzedniej postaci. Nałożyłem naszyjnik i czekałem cierpliwie na jakąś końcową przemowę. W końcu odezwała się przywódczyni.
- Od tej chwili będziesz reprezentował ciszę. Twoją moc specjalną odkryjesz wkrótce. - rzekła, a potem poszła w głąb Świątyni, co odebrałem jako zakończenie. Za Ansuzem poszła żółta wadera, a reszta ruszyła do wyjścia. Ja także chciałem opuścić to miejsce, ale podeszła do mnie owa szara wadera.
- Witaj, jestem Sorka. Otrzymałam rozkaz odprowadzenia cię do jaskini i z grubsza powiedzieć o położeniu poszczególnych miejsc w watasze. - a więc nie robi tego z własnej woli... Może uda mi się z nią choć trochę zaprzyjaźnić, bo nie chciałbym chodzić tu sam jak palec.
- Shaden.
- Za chwilę powinna zjawić się jeszcze Ceda, ma dla mnie jakąś informację.
- Kim jest Ceda?
- To jedna z laguzów, taka jasno - szara z czerwonym piórem przy pysku.
- A, tak kojarzę ją. - po tych słowach nadbiegła wspomniana przez Sorkę Ceda. Z grobową twarzą przekazała jej zwitek papieru, a ona go wzięła. Przeleciała wzrokiem po tekście, a potem wybałuszyła oczy i z niepokojem spojrzała na Cedę.

Sorka, albo Ceda?